Artykuł opublikowany 23.10.2015
Premier EWA KOPACZ bezczelnie łże!
Stwierdziła, że tylko PO może zatrzymać PiS, głos na inne partie to głos stracony.
Jest dokładnie odwrotnie, co postaram się poniżej udowodnić!
Fot. Piotr Molęcki
Ewa Kopacz dawno temu. Naturalna, szczera, ujmująca. Jeszcze nie umiała kłamać...
Obowiązujący
w Polsce system podziału mandatów d'Honta jest dość skomplikowany.
Liczby głosów oddanych w okręgu na poszczególne listy wyborcze zostają
uporządkowane w ciąg liczb od największej do najmniejszej, a następnie
największa dzielona jest przez kolejne liczby naturalne n = 1,2,3,4...
itd. Z pośród uzyskanych ilorazów wybiera się największe aż do
wyczerpania przewidzianej liczby mandatów do obsadzenia. Jest to
oczywiście zadanie dla komputerów, ale można określić dwie
prawidłowości:
1.
Głosy oddane na partie, które nie przekroczą progu wyborczego są
"stracone" i premiują (nie wprost) partie, które ten próg przekroczyły
(najwyżej partię zwycięską).
2. Im więcej partii przebrnie przez próg wyborczy, tym "premia" dla najsilniejszych będzie mniejsza.
Polska
Agencja Rozwoju Regionalnego opracowała symulacje hipotetycznego
rozkładu mandatów w przyszłym Sejmie na podstawie prognoz z 12-18
października 2015, przy tej samej ilości ważnych głosów.
Podaję za PARR dwa przykłady (opracowano 12):
1. Do Sejmu wchodzą tylko 3 partie: - PiS; PO i jedna mniejsza.
Mandaty rozdzielają się następująco:
PiS - 266
PO - 173
1 mniejsza - 20
2. Do Sejmu wchodzi 6 partii: - PiS; PO i 4 mniejsze.
Mandaty rozdzielają się następująco:
PiS - 220
PO - 142
4 mniejsze - 97
Pierwszy
wariant to ten wymarzony przez premierzycę. Jak chce zatrzymać PiS
rządzące samodzielnie? Toż 35 pisiorów może dostać jednocześnie sraczki,
a Jarek i tak uchwali co będzie chciał.
Drugi wariant wydaje się najbardziej prawdopodobny o ile w ostatnim tygodniu
nie nastąpią znaczące zmiany w stosunku do prognoz. PiS nie może rządzić
samodzielnie. Musi znaleźć koalicjanta, chyba że zdecyduje się na rząd
mniejszościowy. Ale to by zakończyło się przyspieszonymi wyborami.
Hm...
Zastanawiam się jak skomentować apel pani Ewy w świetle przytoczonych
symulacji i nie "popłynąć". Nie przekroczyć ogólnie przyjętych ram
kultury podczas wygłaszania krytyki, chociaż się we mnie gotuje! Jakich
słów użyć?
Édouardo Herriot - trzykrotny premier Francji, a więc kolega po fachu - powiedział: - polityka jest jak dobre flaki, powinna zalatywać gównem, byle nie za bardzo.
Tak - jest granica łajdactwa, której nawet politykowi nie wolno przekroczyć.
Jak
może osoba piastująca najwyższe stanowiska państwowe, w świetle
reflektorów, cynicznie przekonywać rodaków do podjęcia fatalnych w
skutkach decyzji, umożliwiających bezwzględnemu satrapie uzyskanie
pełni władzy, chociaż bieżące prognozy wcale na to nie wskazują? W imię
jakich racji? Tych dodatkowych 30 mandatów (patrz symulacja) dla
swojaków?
Polityka jest brudna, władza deprawuje, a żądza jej
sprawowania popycha do przestępstw, a nawet zbrodni. Człowiek – to brzmi
dumnie. Sentencja ta głaszcze nasze, Homo sapiens, ego. Ale nakłada
jednocześnie obowiązki w postaci przestrzegania zasad etyczno-moralnych.
Wymóg dotyczy również polityków. Jeśli degeneraci, hipokryci,
malwersanci wykonują ten zawód-misję, to traci sens człon "sapiens". A
ja nie chcę by Polską rządzili Neandertalczycy.
Ewa Kopacz w dzisiejszej masce. To ułuda, że jak zrzucisz maskę to odzyskasz twarz. Niegodziwości przyklejają się do osoby.
W odpowiedzi na apel Ewy Kopacz stawiam tezę, którą powyżej udowodniłem: -
Głos oddany na POPiS jest stracony!
Stracony
w tym sensie, że utrwala zasiedziały od 26 lat układ, traktujący
działalność polityczną jako sposób na dostatnie życie. Dla polskiego
państwa i społeczeństwa nie wynikają z tego żadne korzyści, więc należy
bez sentymentów tę kamarylę zredukować. Nie wolno słuchać polityków,
sprzedajnych dziennikarzy, ani księży grzmiących z ambony, bo oni
kłamią, aby zachować partykularne korzyści i przywileje. Uczciwy
człowiek, a takich jest zdecydowana większość, na ogół podejmuje uczciwe
decyzje. Głosy z woli suwerena odebrane POPiS-owi wzmocnią mniejsze
partie, nawet gdy nie przekroczą one progu wyborczego. Nie zostaną
stracone, a Polska na tym tylko zyska.
GŁOSUJ NA ZJEDNOCZONĄ LEWICĘ!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Kopacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Kopacz. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 marca 2018
wtorek, 27 marca 2018
REMINISCENCJE po debatach czyli 2 + 8
Artykuł opublikowany 23.10.2015
Wrażenia po poniedziałkowej debacie opisałem w artykule "DEBATA 0:0".
https://januszdomagala.blogspot.com/2018/03/debata-00.html
Szanujący się publicysta (nawet amator) pisząc o wyborach, powinien poznać nastroje elektoratu. Wziąłem więc flaszkę i poszedłem za blok, gdzie zbiera się reprezentatywna paleta społeczeństwa. Są tam ci "sami sobie winni", ale także byli przedsiębiorcy, których banksterzy - dopieszczani przez rządowych liberałów - najpierw omamili kredytami, a później zlicytowali do zera. Dalej dwaj zredukowani magistrzy, bo nie przyznano im grantów na zgłoszone projekty badawcze. Pokazuje się były alumn seminarium duchownego, który lekkomyślnie stał się uczestnikiem trójkąta natury obyczajowej z udziałem doktora etyki chrześcijańskiej i profesora teologii dogmatycznej. Musiał odejść w myśl przysłowia "kowal zawinił a Cygana powiesili". W towarzystwie zachowana jest namiastka parytetów, albowiem przychodzi niejaka Kizia, emerytowana bufetowa z Bajki. Zatem wszystko jest dżender!
Pytam nieśmiało uczestników naprędce zwołanego konwentykla, co też utkwiło im w pamięci po poniedziałkowej debacie. Może jakaś teza, złota myśl państwowotwórcza... Ożywiło się: - "co te ci ...y pie.....lą" ... Bywalcy terenów rekreacyjnych na moim osiedlu (sądzę, że tak jest wszędzie), to ludzie naprawdę wolni. Odrzucają reguły i kanony towarzyskie, uznawane ogólnie za poprawne. Wypowiadają się niekonwencjonalnie, ignorują pruderyjne konwenanse i zabobony religijne. Dlatego są wiarygodni.
Dość szybko został wypracowany consensus (ileż można pić flaszkę, nawet "krowę"). Wrażenie artystyczne wzięło jednak górę nad wartością programów.
Widział i zilustrował to spacerujący nieopodal Tomek Wiater.
Rys. Tomasz Wiater
Dostanie mi się od znajomych feministek za seksizm. Wybaczcie, na kilkadziesiąt godzin przed wyborami należy wysłuchiwać opinie elektoratu. Wszak Polska jest najważniejsza.
* * *
We wtorek było ciekawiej, co nie znaczy, że mądrzej.
Ewa Kopacz zaprezentowała gawiedzi "wejście smoka", toczka w toczkę odgapiając zachowanie konkurencji z poprzedniego dnia. Widać, że brakuje pomysłów marketingowych. Misiek Kamiński robi wszystko, aby pogrążyć PO. Cheerleaderki zaprosił na pogrzeb! Zabawne...
Gwiazdą wieczoru był bezsprzecznie Adrian Zandberg z partii RAZEM. Rzeczowo, swobodnie i żarliwie odpowiadał na pytania. Dzięki temu partia zaistniała w świadomości Polaków. To jednak za mało aby przekroczyć próg 5% poparcia. W tym sensie głos oddany na RAZEM jest stracony. Adrian wcześniej czy później trafi jednak do głównego nurtu polskiej lewicy, bo na to zasługuje.
POPiS reprezentowały dwie plastikowe Barbie wyposażone w niechlujnie zaprogramowane syntezatory mowy. Paniusie wyrecytowały wyuczone lekcyjki niekoniecznie na temat. Wynegocjowana przez sztaby konwencja debaty nie pozwalała na zadawanie pytań. Nie dziwię się. Gdyby w miarę niezależny dziennikarz (np. Jacek Żakowski) wszedł z nimi w dyskurs, to ani chybi przed końcem debaty musiałaby paść Sienkiewiczowska fraza "kończ waść, wstydu oszczędź"!
Ewa Kopacz, nawykła do straszenia przeciwnikami politycznymi, trzy razy podczas dwóch dni ostrzegała "przypadkowe społeczeństwo" przed nadciągającą groźbą "republiki wyznaniowej". Dała tym kolejny dowód własnej arogancji, traktując Polaków jak idiotów. To prawda, że rządy Kaczyńskiego spowodują dalszą klerykalizację państwa, ale kto przygotował po temu podatny grunt? Przecież to nie PiS przez 8 lat wianował Kościół kat. milionami z budżetu, tylko służalczy ministrowie z PO, gwałcąc bezczelnie prawo.
Janusz Korwin Mikke z KORWiN, na swoim normalnym poziomie. A że wszyscy jego gadkę dobrze znają, więc nie robi ona na nikim większego wrażenia. Raczej do Sejmu nie wejdzie, co będzie miarą rozsądku wyborców.
Janusz Piechociński z PSL udzielał rzeczowych odpowiedzi. Nie życzę im sukcesu, bo to potencjalny koalicjant PiSu. Ale mogą się prześliznąć, ponieważ mają dobrze rozbudowane struktury w terenie.
Piosenkarz i celebryta Paweł Kukiz, szef ugrupowania Kukiz'15 nie powiedział nic budującego, bo nie mógł. Nie ma żadnego przygotowania politologicznego. Słuszna negacja stylu sprawowania władzy przez PO to za mało, aby zaistnieć w polityce w roli przywódcy. Tym bardziej, że jest słabym mówcą. Jednak lata spędzone na estradzie nauczyły go jak zwracać na siebie uwagę audytorium. Przy niemrawej debacie utarczki słowne z prowadzącymi zostały zapamiętane. Przekroczy próg wyborczy, ale gdy wejdzie w koalicję z PiS-em, to zostanie zjedzony jak Giertych z Lepperem.
Nowoczesna Ryszarda Petru. Nie wiem komu w Polsce potrzebna jest ta partia. Dla mnie jawi się jako PO-bis, chociaż założyciel od takiego porównania się odżegnuje. Partia zdobyła w sondażach poparcie rzędu 7-8%, ale ostatnio notuje tendencję zniżkową. Petru podczas debaty posługiwał się nowomową neoliberałów, a że taka retoryka dominuje w mediach głównego nurtu, to i wyborcy stali się na nią odporni. Tym bardziej, że z tego gadania nic dla szarego człowieka nie wynika. Zanotował też wpadkę - półautomat nie wypalił.
Barbara Nowacka reprezentująca Zjednoczoną Lewicę była poprawna, merytoryczna, ale zabrakło charyzmy i żarliwości. Do Sejmu wejdą.
Dziwię się dlaczego po słabych wynikach trzech poprzednich wyborów, SLD nie pozbył się jeszcze Leszka Millera? Świadczy to o słabości prominentów tej formacji. Przecież jest on kulą u nogi partii, a obecnie całej koalicji. Gdyby dzisiaj podał się do dymisji (co jest oczywiście moją fantasmagorią), jestem przekonany, że wynik ZLewu byłby o 2-3% wyższy.
Po wyborach władze koalicji zdecydowanie muszą zażądać odwołania Leszka Millera. Polityk łamiący "Kartę praw podstawowych UE" nie ma legitymacji do sprawowania jakichkolwiek funkcji w organizacjach społeczno-politycznych cywilizowanego państwa.
Będę głosował na Zjednoczoną Lewicę. Uważam, że formacja ekspiację przez minione 10 lat odbyła. To jest nowe otwarcie!
Wrażenia po poniedziałkowej debacie opisałem w artykule "DEBATA 0:0".
https://januszdomagala.blogspot.com/2018/03/debata-00.html
Szanujący się publicysta (nawet amator) pisząc o wyborach, powinien poznać nastroje elektoratu. Wziąłem więc flaszkę i poszedłem za blok, gdzie zbiera się reprezentatywna paleta społeczeństwa. Są tam ci "sami sobie winni", ale także byli przedsiębiorcy, których banksterzy - dopieszczani przez rządowych liberałów - najpierw omamili kredytami, a później zlicytowali do zera. Dalej dwaj zredukowani magistrzy, bo nie przyznano im grantów na zgłoszone projekty badawcze. Pokazuje się były alumn seminarium duchownego, który lekkomyślnie stał się uczestnikiem trójkąta natury obyczajowej z udziałem doktora etyki chrześcijańskiej i profesora teologii dogmatycznej. Musiał odejść w myśl przysłowia "kowal zawinił a Cygana powiesili". W towarzystwie zachowana jest namiastka parytetów, albowiem przychodzi niejaka Kizia, emerytowana bufetowa z Bajki. Zatem wszystko jest dżender!
Pytam nieśmiało uczestników naprędce zwołanego konwentykla, co też utkwiło im w pamięci po poniedziałkowej debacie. Może jakaś teza, złota myśl państwowotwórcza... Ożywiło się: - "co te ci ...y pie.....lą" ... Bywalcy terenów rekreacyjnych na moim osiedlu (sądzę, że tak jest wszędzie), to ludzie naprawdę wolni. Odrzucają reguły i kanony towarzyskie, uznawane ogólnie za poprawne. Wypowiadają się niekonwencjonalnie, ignorują pruderyjne konwenanse i zabobony religijne. Dlatego są wiarygodni.
Dość szybko został wypracowany consensus (ileż można pić flaszkę, nawet "krowę"). Wrażenie artystyczne wzięło jednak górę nad wartością programów.
Widział i zilustrował to spacerujący nieopodal Tomek Wiater.
Rys. Tomasz Wiater
Dostanie mi się od znajomych feministek za seksizm. Wybaczcie, na kilkadziesiąt godzin przed wyborami należy wysłuchiwać opinie elektoratu. Wszak Polska jest najważniejsza.
* * *
We wtorek było ciekawiej, co nie znaczy, że mądrzej.
Ewa Kopacz zaprezentowała gawiedzi "wejście smoka", toczka w toczkę odgapiając zachowanie konkurencji z poprzedniego dnia. Widać, że brakuje pomysłów marketingowych. Misiek Kamiński robi wszystko, aby pogrążyć PO. Cheerleaderki zaprosił na pogrzeb! Zabawne...
Gwiazdą wieczoru był bezsprzecznie Adrian Zandberg z partii RAZEM. Rzeczowo, swobodnie i żarliwie odpowiadał na pytania. Dzięki temu partia zaistniała w świadomości Polaków. To jednak za mało aby przekroczyć próg 5% poparcia. W tym sensie głos oddany na RAZEM jest stracony. Adrian wcześniej czy później trafi jednak do głównego nurtu polskiej lewicy, bo na to zasługuje.
POPiS reprezentowały dwie plastikowe Barbie wyposażone w niechlujnie zaprogramowane syntezatory mowy. Paniusie wyrecytowały wyuczone lekcyjki niekoniecznie na temat. Wynegocjowana przez sztaby konwencja debaty nie pozwalała na zadawanie pytań. Nie dziwię się. Gdyby w miarę niezależny dziennikarz (np. Jacek Żakowski) wszedł z nimi w dyskurs, to ani chybi przed końcem debaty musiałaby paść Sienkiewiczowska fraza "kończ waść, wstydu oszczędź"!
Ewa Kopacz, nawykła do straszenia przeciwnikami politycznymi, trzy razy podczas dwóch dni ostrzegała "przypadkowe społeczeństwo" przed nadciągającą groźbą "republiki wyznaniowej". Dała tym kolejny dowód własnej arogancji, traktując Polaków jak idiotów. To prawda, że rządy Kaczyńskiego spowodują dalszą klerykalizację państwa, ale kto przygotował po temu podatny grunt? Przecież to nie PiS przez 8 lat wianował Kościół kat. milionami z budżetu, tylko służalczy ministrowie z PO, gwałcąc bezczelnie prawo.
Janusz Korwin Mikke z KORWiN, na swoim normalnym poziomie. A że wszyscy jego gadkę dobrze znają, więc nie robi ona na nikim większego wrażenia. Raczej do Sejmu nie wejdzie, co będzie miarą rozsądku wyborców.
Janusz Piechociński z PSL udzielał rzeczowych odpowiedzi. Nie życzę im sukcesu, bo to potencjalny koalicjant PiSu. Ale mogą się prześliznąć, ponieważ mają dobrze rozbudowane struktury w terenie.
Piosenkarz i celebryta Paweł Kukiz, szef ugrupowania Kukiz'15 nie powiedział nic budującego, bo nie mógł. Nie ma żadnego przygotowania politologicznego. Słuszna negacja stylu sprawowania władzy przez PO to za mało, aby zaistnieć w polityce w roli przywódcy. Tym bardziej, że jest słabym mówcą. Jednak lata spędzone na estradzie nauczyły go jak zwracać na siebie uwagę audytorium. Przy niemrawej debacie utarczki słowne z prowadzącymi zostały zapamiętane. Przekroczy próg wyborczy, ale gdy wejdzie w koalicję z PiS-em, to zostanie zjedzony jak Giertych z Lepperem.
Nowoczesna Ryszarda Petru. Nie wiem komu w Polsce potrzebna jest ta partia. Dla mnie jawi się jako PO-bis, chociaż założyciel od takiego porównania się odżegnuje. Partia zdobyła w sondażach poparcie rzędu 7-8%, ale ostatnio notuje tendencję zniżkową. Petru podczas debaty posługiwał się nowomową neoliberałów, a że taka retoryka dominuje w mediach głównego nurtu, to i wyborcy stali się na nią odporni. Tym bardziej, że z tego gadania nic dla szarego człowieka nie wynika. Zanotował też wpadkę - półautomat nie wypalił.
Barbara Nowacka reprezentująca Zjednoczoną Lewicę była poprawna, merytoryczna, ale zabrakło charyzmy i żarliwości. Do Sejmu wejdą.
Dziwię się dlaczego po słabych wynikach trzech poprzednich wyborów, SLD nie pozbył się jeszcze Leszka Millera? Świadczy to o słabości prominentów tej formacji. Przecież jest on kulą u nogi partii, a obecnie całej koalicji. Gdyby dzisiaj podał się do dymisji (co jest oczywiście moją fantasmagorią), jestem przekonany, że wynik ZLewu byłby o 2-3% wyższy.
Po wyborach władze koalicji zdecydowanie muszą zażądać odwołania Leszka Millera. Polityk łamiący "Kartę praw podstawowych UE" nie ma legitymacji do sprawowania jakichkolwiek funkcji w organizacjach społeczno-politycznych cywilizowanego państwa.
Będę głosował na Zjednoczoną Lewicę. Uważam, że formacja ekspiację przez minione 10 lat odbyła. To jest nowe otwarcie!
DEBATA 0:0
Artykuł opublikowany 20.10.2015
Na co dzień nie oglądam telewizji, ponieważ nie ma już chyba ani jednej obiektywnej stacji. Dziennikarze prowadzący programy publicystyczne to szmaciarze, którym misja zawodu jest zupełnie obca. Bez żenady popierają na wizji ugrupowania, za którymi prywatnie optują. Taki styl dziennikarstwa nie ma racji bytu w starych demokracjach.
Wczoraj jednak nie mogłem sobie odmówić i zasiadłem przed telewizorem. Po paru minutach miałem trudności z utrzymaniem równowagi, chociaż nic procentowego nie wypiłem. Po prostu aktorki(!) działały na mnie usypiająco. Konwencja ustalona pomiędzy organizatorami a sztabami wyborczymi była dość pacyfistyczna. Paniusie sobie monologowały. Bez względu na treść pytań mówiły o czym chciały, a o czym nie chciały to nie gadały. Merytorycznie minimalnie lepsza była Ewa Kopacz, co zrozumiałe, bo jako urzędujący premier musiała powściągać fantazję. Nie ma to jednak większego znaczenia w show jakim jest debata przedwyborcza. Wizerunkowo lepsza była Beata Szydło. Spokojna, patrzyła wprost do kamery czyli w oczy wyborców i kończyła spicze o czasie. Ewa Kopacz miała z tym trudności, a ponadto nagminnie przerywała, co świadczy o nie najlepszym stanie psychiki.
Kto nie wyłączył telewizora zaraz po zakończeniu debaty w studio to dobrze zrobił, albowiem najciekawsze było wyjście. Beata Szydło szeroko uśmiechnięta idzie długim korytarzem przy ogłuszającym aplauzie młodzieży, przybija "piątki". Udaje się na zewnątrz, na przygotowaną trybunę. Aplauz nie milknie. Może teraz mówić wierutne bzdury, nikt tego nie słucha. W głowach obserwatorów rejestruje się podświadomie psychodeliczny spektakl emanujący energią.
Równolegle na ekranie pokazywane jest wyjście Ewy Kopacz. Katastrofa! Kroczy z wymuszonym uśmiechem pomiędzy kilkoma smutasami (głównie BORowikami). Z tyłu pląta się marszałkini Kidawa-Błońska z wyrazem twarzy jakby przed chwilą przekąsiła korniszona. Przystaje, udziela wywiadu. Dziennikarka się jąka, premierzyca się jąka i dyszy jakby wspięła się na Kasprowy.
Meritum debaty interesuje nielicznych. Może 5% elektoratu wyrobionego politycznie. Reszta reaguje na bodźce obrazkowe i wg nich będzie głosowała. "Światowcy" z KLD, a później PO przez lata bezkrytycznie lansowali wzorce zza oceanu, to teraz muszą sprostać kampanii w amerykańskim stylu. "Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało"!
Po programie (oglądałem na TVN24) politolog Marek Migalski pytany o wynik debaty odpowiedział - remis 0:0. Ja się z tym zgadzam. Znamienne jest dodanie wyniku cyfrowego. W meczu piłkarskim wynik 0:0 oznacza zazwyczaj grę kunktatorską, zachowawczą, w wykonaniu niezbyt dobrze wyszkolonych wyrobników (chociaż bywają wielkie mecze kończące się takim rezultatem, ale to rzadkość). Taka nieefektowna, a co ważniejsze nieefektywna gra nosi miano "catenaccio", czyli walkę defensywną z wykorzystaniem fauli taktycznych. Po polsku "obrona Częstochowy". Metafora ta dobrze wpisuje się w działalność partii, które reprezentują obie kandydatki, a właściwie na powrót jednej kamaryli pod nazwą POPiS. Politycy tego ugrupowania od lat zajmują się przede wszystkim obroną interesów Kościoła kat., a znacznie mniej energii wkładają w zabiegi mające na celu poprawę warunków egzystencji ogółu Polaków.
W matematyce wyrażenie algebraiczne 0:0 (0/0) nie ma sensu liczbowego, jest symbolem nieoznaczonym (ni pies, ni wydra, coś na kształt śmigła). Można jednak ten problem rozwiązać stosując twierdzenie de l'Hospitala. I tu widzę szansę na ratunek dla obydwóch frakcji POPiS-u. Otóż trzeba wierchuszki partyjne w trybie pilnym hospitalizować w zamkniętych oddziałach i poddać intensywnej terapii leczącej z fobii i natręctw. Być może uda się niektórych sprowadzić na Ziemię. Bo na razie to bujają w obłokach wypełniając założenia prawa Parkinsona w oderwaniu od społeczeństwa. Z działań tych nic nie wynika oprócz, ma się rozumieć, korzyści dla samych zainteresowanych.
Gdy emocje już opadły wchodzę do sieci, a tam kabaret. Od razu wyświetla mi się strona klaki PO: - "Kopacz - Szydło 6:0". Dlaczego 6:0 jak było 9 pytań - nie rozumiem? Chyba, że to kryptoreklama listy nr. 6, to się zgadzam. Z drugiej strony filmik "Wszystkie twarze Ewy Kopacz" i zebrane wpadki pani premier - żałosne. No i oczywiście wszechobecny hejt.
W taki sposób nie wolno uprawiać polityki!!!
Na co dzień nie oglądam telewizji, ponieważ nie ma już chyba ani jednej obiektywnej stacji. Dziennikarze prowadzący programy publicystyczne to szmaciarze, którym misja zawodu jest zupełnie obca. Bez żenady popierają na wizji ugrupowania, za którymi prywatnie optują. Taki styl dziennikarstwa nie ma racji bytu w starych demokracjach.
Wczoraj jednak nie mogłem sobie odmówić i zasiadłem przed telewizorem. Po paru minutach miałem trudności z utrzymaniem równowagi, chociaż nic procentowego nie wypiłem. Po prostu aktorki(!) działały na mnie usypiająco. Konwencja ustalona pomiędzy organizatorami a sztabami wyborczymi była dość pacyfistyczna. Paniusie sobie monologowały. Bez względu na treść pytań mówiły o czym chciały, a o czym nie chciały to nie gadały. Merytorycznie minimalnie lepsza była Ewa Kopacz, co zrozumiałe, bo jako urzędujący premier musiała powściągać fantazję. Nie ma to jednak większego znaczenia w show jakim jest debata przedwyborcza. Wizerunkowo lepsza była Beata Szydło. Spokojna, patrzyła wprost do kamery czyli w oczy wyborców i kończyła spicze o czasie. Ewa Kopacz miała z tym trudności, a ponadto nagminnie przerywała, co świadczy o nie najlepszym stanie psychiki.
Kto nie wyłączył telewizora zaraz po zakończeniu debaty w studio to dobrze zrobił, albowiem najciekawsze było wyjście. Beata Szydło szeroko uśmiechnięta idzie długim korytarzem przy ogłuszającym aplauzie młodzieży, przybija "piątki". Udaje się na zewnątrz, na przygotowaną trybunę. Aplauz nie milknie. Może teraz mówić wierutne bzdury, nikt tego nie słucha. W głowach obserwatorów rejestruje się podświadomie psychodeliczny spektakl emanujący energią.
Równolegle na ekranie pokazywane jest wyjście Ewy Kopacz. Katastrofa! Kroczy z wymuszonym uśmiechem pomiędzy kilkoma smutasami (głównie BORowikami). Z tyłu pląta się marszałkini Kidawa-Błońska z wyrazem twarzy jakby przed chwilą przekąsiła korniszona. Przystaje, udziela wywiadu. Dziennikarka się jąka, premierzyca się jąka i dyszy jakby wspięła się na Kasprowy.
Meritum debaty interesuje nielicznych. Może 5% elektoratu wyrobionego politycznie. Reszta reaguje na bodźce obrazkowe i wg nich będzie głosowała. "Światowcy" z KLD, a później PO przez lata bezkrytycznie lansowali wzorce zza oceanu, to teraz muszą sprostać kampanii w amerykańskim stylu. "Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało"!
Po programie (oglądałem na TVN24) politolog Marek Migalski pytany o wynik debaty odpowiedział - remis 0:0. Ja się z tym zgadzam. Znamienne jest dodanie wyniku cyfrowego. W meczu piłkarskim wynik 0:0 oznacza zazwyczaj grę kunktatorską, zachowawczą, w wykonaniu niezbyt dobrze wyszkolonych wyrobników (chociaż bywają wielkie mecze kończące się takim rezultatem, ale to rzadkość). Taka nieefektowna, a co ważniejsze nieefektywna gra nosi miano "catenaccio", czyli walkę defensywną z wykorzystaniem fauli taktycznych. Po polsku "obrona Częstochowy". Metafora ta dobrze wpisuje się w działalność partii, które reprezentują obie kandydatki, a właściwie na powrót jednej kamaryli pod nazwą POPiS. Politycy tego ugrupowania od lat zajmują się przede wszystkim obroną interesów Kościoła kat., a znacznie mniej energii wkładają w zabiegi mające na celu poprawę warunków egzystencji ogółu Polaków.
W matematyce wyrażenie algebraiczne 0:0 (0/0) nie ma sensu liczbowego, jest symbolem nieoznaczonym (ni pies, ni wydra, coś na kształt śmigła). Można jednak ten problem rozwiązać stosując twierdzenie de l'Hospitala. I tu widzę szansę na ratunek dla obydwóch frakcji POPiS-u. Otóż trzeba wierchuszki partyjne w trybie pilnym hospitalizować w zamkniętych oddziałach i poddać intensywnej terapii leczącej z fobii i natręctw. Być może uda się niektórych sprowadzić na Ziemię. Bo na razie to bujają w obłokach wypełniając założenia prawa Parkinsona w oderwaniu od społeczeństwa. Z działań tych nic nie wynika oprócz, ma się rozumieć, korzyści dla samych zainteresowanych.
Gdy emocje już opadły wchodzę do sieci, a tam kabaret. Od razu wyświetla mi się strona klaki PO: - "Kopacz - Szydło 6:0". Dlaczego 6:0 jak było 9 pytań - nie rozumiem? Chyba, że to kryptoreklama listy nr. 6, to się zgadzam. Z drugiej strony filmik "Wszystkie twarze Ewy Kopacz" i zebrane wpadki pani premier - żałosne. No i oczywiście wszechobecny hejt.
W taki sposób nie wolno uprawiać polityki!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



