Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Związek Pracy Mocarstwowej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Związek Pracy Mocarstwowej. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 marca 2018

JERZY GIEDROYC

Artykuł opublikowany 2.11.2013



JERZY GIEDROYC
( 27 lipca 1906 - 14 września 2000)




Polski publicysta, polityk i działacz emigracyjny, autor wspomnień. W dwudziestoleciu międzywojennym związany z obozem młodokonserwatystów. Po przewrocie majowym jeden z liderów Myśli Mocarstwowej i Związku Pracy Mocarstwowej. Był m.in. prezesem Związku Drużyn Ludowych Mocarstwowej Polski.

Gimnazjum i studia (prawo; historię) ukończył w Warszawie. Jeszcze podczas studiów
(1930) objął redakcję tygodnika "Dzień Akademicki" - dodatku do "Dnia Polskiego". Wkrótce przekształcił pismo w dwutygodnik "Bunt Młodych". W 1937 pismo zmieniło nazwę na "Polityka" i stało się tygodnikiem. Po wybuchu II wojny światowej został ewakuowany - jako pracownik Ministerstwa Przemysłu i Handlu - do Rumunii. Tam został sekretarzem ambasadora RP w Bukareszcie, Rogera Raczyńskiego. Następnie (przez Turcję) wyjechał do Palestyny i został żołnierzem Brygady Karpackiej. Razem z nią brał udział w walkach w Egipcie i obronie Tobruku. W 1944 został skierowany na kurs oficerski do ośrodka szkoleniowego w Gallipoli.  W roku następnym został wezwany do Londynu, w celu objęcia posady w Departamencie Kontynentalnym Ministerstwa Informacji Rządu RP na Uchodźstwie. Niebawem jednak składa dobrowolną prośbę o przeniesienie z powrotem do armii gen. Andersa. W ten sposób znalazł się w Rzymie, gdzie w 1946 założył Instytut Literacki. Po przenosinach do Paryża od 1947 wydawał miesięcznik „Kultura”.



                    Jerzy Giedroyc, Zofia Hertz, Henryk Giedroyc - Rzym, czerwiec 1945

Razem z Zofią Hertz, Zygmuntem Hertzem i Józefem Czapskim stworzył dom-instytucję w Maisons-Laffitte będący ośrodkiem duchowego i intelektualnego życia polskich elit drugiej połowy XX wieku. Od 1947 roku do września 2000 roku ukazało się 636 numerów „Kultury”, 511 tomów Biblioteki „Kultury” w tym 132 numery „Zeszytów Historycznych”.

W
pastiszowym numerze pisma z 1955 roku ktoś z komitetu redakcyjnego dowcipnie napisał: -„Szereg czytelników prosi nas o podanie składu osobowego Kultury. Do Zespołu należą: Redaktor Jerzy Giedroyc; Redaktor Giedroyc Jerzy; Jerzy Giedroyc; Redaktor; Giedroyc; Jerzy oraz inni członkowie Zespołu Kultury”.
W tym zdaniu zamyka się esencja zjawiska, jakim była „Kultura”. Polityka pisma, koncepcja, wybór ludzi piszących leżały w gestii li tylko Naczelnego, bo to było jego pismo. I z tym nikt nie dyskutował.

Jerzy Giedroyc był z zamiłowania epistolografem. Przez dziesięciolecia prowadził rozległą korespondencję z polskimi intelektualistami emigracyjnymi, dzięki czemu ich przemyślenia trafiały na łamy paryskiej Kultury, a potem - w drugim obiegu - do kraju za żelazną kurtyną. Byli to m.in.: Andrzej Bobkowski; Witold Gombrowicz; Gustaw Herling-Grudziński;
Konstanty A. Jeleński; Juliusz Mieroszewski; Jerzy Stępowski; Czesław Miłosz; Jan Nowak-Jeziorański; Melchior Wańkowicz; Krzysztof Pomian. Ten ostatni napisał: -
"Lafit to była taka Polska, jaką chciałbym, żeby była, a nią nie jest. Tolerancyjna, wyrozumiała, bardzo pluralistyczna, przy całym despotyzmie Giedroycia – ale przecież redaktor musi być despotą... Polska bez ksenofobii, martyrologii, bez roztkliwiania się nad sobą. Bez nieustannego krzyku: jacy to my jesteśmy, przekonana o swojej wartości tak głęboko, że nie czuje potrzeby, żeby naokoło wrzeszczeć na ten temat." Nie mogę pojąć jak to jest, że z oddali widać lepiej. Przecież to wbrew fizyce. Być może dystans łagodzi emocje. Niemożliwe jednak, aby wszyscy mądrzy wyemigrowali, a w ojczyźnie pozostały jednostki obciążone debilizmem. To władza deprawuje! Perspektywa czynnego udziału w rządzeniu, a co za tym idzie rachuby na niemałe profity powodują, że ludzie się kundlą.  Z dnia na dzień stają się populistami, konformistami, bigotami. Polityk nie może nurzać się w przeszłości i wciąż rozdrapywać stare rany. Jego powinnością jest wskazanie swemu społeczeństwu dróg prowadzących do rozwoju cywilizacyjnego. To na przyszłość wizjonerzy projektują "szklane domy" (co by to nie oznaczało). Z historii, owszem, należy czerpać wskazówki, bo ona lubi się powtarzać, ale nie można żyć wspominkami!



Na koniec kilka myśli Jerzego Giedroycia -
prawdziwego patrioty, który z oddali obiektywnie spoglądał na Polskę. Szkoda, że decydenci po 1989 r. nie korzystali z Jego rad.

- Największe zagrożenia dla Polski to nacjonalizm i klerykalizm.

- Nieszczęściem Polski jest to, że jej historia jest zakłamana jak nigdzie na świecie.
- Rewolucję robią robotnicy, nikt inny. A rewolucja zwycięża, jeśli popiera ją inteligencja. To jest abecadło. Inna sprawa, że ci robotnicy są później nabijani w butelkę (...).

 
O „nadreprezentacji” Żydów w aparacie bezpieczeństwa PRL:

- Nic w tym dziwnego, skoro tylko armia sowiecka dawała im nadzieję na przeżycie, a komunizm obiecywał walkę z antysemityzmem. Mniej by Żydów pociągał komunizm, gdyby ich nie odtrącała Polska przez tyle lat.


O Kościele kat. w PRL:

 
- Nie było obrony robotników, nie było obrony Żydów, nie było obrony studentów (...) Wyszyński jest tępym endekiem.

- Wybór Jana Pawła II poza samym, zupełnie wyjątkowym faktem, że Polak został papieżem, nie jest, moim zdaniem, datą zwrotną w historii Polski. Pielgrzymki papieża do Polski odegrały niewątpliwie wielką rolę, ale nie była to rola zasadnicza. To nie papież spowodował przełom w Polsce.

- Robienie z Kościoła najważniejszej siły, która uratowała Polaków przed komunizmem, jest powielaniem legendy.

- Rozdzielenie Kościoła od państwa to konieczność; w Polsce w tej chwili zaczynają rządzić już nie hierarchowie, ale proboszczowie, uprawiający politykę skrajną.

- Nie stać nas na budowę takiej ilości kościołów, kiedy mamy niedożywione dzieci.


O "Solidarności" i Lechu Wałęsie:


 - „Solidarność” była zrywem o ogromnym znaczeniu, nie waham się powiedzieć o znaczeniu światowym. Toteż wzbudziła niezwykłe zainteresowanie i ogromne znaczenie. Ale zryw ten został zmarnowany, ponieważ z miejsca zaczęły się kłótnie.

- Byliśmy
["Kultura - przyp. mój] chyba  pierwszą instytucją która wszczęła starania o przyznanie mu pokojowego nobla. Późniejsze przemiany Wałęsy, który odurzony pochlebstwami, uwierzył w to że w pojedynkę obalił komunizm ,sprawiły jednak że zaczynam się zastanawiać, czy zabiegając o ta nagrodę nie spowodowaliśmy ostatecznie więcej szkody niż pożytku.

 

Byliśmy chyba  pierwszą instytucją która wszczęła starania o przyznanie mu pokojowego nobla.Późniejsze przemiany Wałęsy, który odurzony pochlebstwami, uwierzył w to że w pojedynkę obalił komunizm ,sprawiły jednak że zaczynam się zastanawiać, czy zabiegając o ta nagrodę nie spowodowaliśmy ostatecznie więcej szkody niż pożytku.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/274/jerzy-giedroyc-a-lech-walesa

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.- „Solidarność” była zrywem o ogromnym znaczeniu, nie waham się powiedzieć o znaczeniu światowym. Toteż wzbudziła niezwykłe zainteresowanie i ogromne znaczenie. Ale zryw ten został zmarnowany, ponieważ z miejsca zaczęły się kłótnie.

- Byliśmy
["Kultura - przyp. mój] chyba  pierwszą instytucją która wszczęła starania o przyznanie mu pokojowego nobla.Późniejsze przemiany Wałęsy, który odurzony pochlebstwami, uwierzył w to że w pojedynkę obalił komunizm ,sprawiły jednak że zaczynam się zastanawiać, czy zabiegając o ta nagrodę nie spowodowaliśmy ostatecznie więcej szkody niż pożytku.