Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kaczyński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

DONALD TUSK - THE END cd...

Artykuł opublikowany 19.06.2014



W niedzielę 15 czerwca w tekście:


"DONALD TUSK - THE END" z dn. 15.06.2014. 

 http://januszdomagala.blogspot.com/2018/03/donald-tusk-end.html

 wyraziłem opinię o funkcjonowaniu rządu Donalda Tuska, na podstawie zajawek mającego się dopiero ukazać we "Wprost" artykułu "Afera podsłuchowa". Rzeczony artykuł przeczytałem, ale - po tym co się wydarzyło w środę (18.06.) w redakcji "Wprost" - nie za bardzo chce mi się komentować, bowiem sprawa nabrała nadzwyczajnej dynamiki i w tej sytuacji treść materiałów podsłuchowych schodzi na plan dalszy. Ale skoro powiedziałem "a", to muszę chociaż w paru zdaniach, odnieść się do relacji z "Wprost".
Artykuł zawiera spisane z podsłuchu rozmowy dwóch tercetów polityków, które odbyły się w różnych terminach. Pierwsze spotkanie miało miejsce w lipcu 2013 i brali w nim udział: Belka; Cytrycki; Sienkiewicz. Drugie w lutym 2014 w składzie: Nowak; Parafianowicz; Zawadka.
Zacznę od końca, bo sprawa Nowaka wydaje się prosta. Dotyczy  zablokowania kontroli skarbowej w firmie żony Nowaka. Klasyczne kumoterstwo i prywata. Zwrócę tylko uwagę, że na poniedziałkowej konferencji prasowej prowadzonej w konwencji "Polacy nic się nie stało" (od razu widać duszę kibica u prowadzącego), premier Tusk zaznaczał, iż działo się to po dymisji obydwóch ministrów. To prawda, tyle, że jak twierdzi Parafianowicz, system w UKS "już bardzo dawno" wykrył nieprawidłowości w zeznaniach podatkowych Moniki Nowak i on to zablokował. Nic dziwnego, skoro gabinet stomatologiczny od lat wykazywał "potężne straty". No chyba, że urocza pani Monika specjalizuje się w wyrywaniu zgniłków na "kasę chorych".
Rozmowa pomiędzy prezesem NBP i szefem MSW jest wielowątkowa, ale koncentruje się na dwóch tematach:
- nowelizacji ustawy o NBP, która wzmocni pozycję prezesa wobec Rady Polityki Pieniężnej
- dymisji ministra Jacka Vincenta Rostowskiego.
Rzeczywiście odniosłem wrażenie, że jest to rozmowa ludzi zatroskanych o sprawy kraju. Nie padają tam żadne informacje, które wystawiałyby na szwank bezpieczeństwo państwa, czy też łamały Konstytucję RP. Nie oznacza to jednak, że nic się nie stało. Otóż nagrania pokazują gigantyczną ignorancję polityków i służb specjalnych podległych premierowi. Jakąż mamy pewność, że inny tandem ze sfer rządowych - będąc przekonanym, że rozmawia w cztery oczy - nie ujawnił niechcący dostępnej mu tajemnicy państwowej lub służbowej.

Polski establishment kompletnie nie ma respektu dla współczesnych technologii informatycznych. Ludzie ci są przeświadczeni, że podsłuchy to nadal technika kosmiczna, dostępna tylko służbom rządowym. Nie robią na nich wrażenia komunikaty o włamaniach hakerów na strony Pentagonu i.t.p.. Nie wyciągają wniosków z afer WikiLeaks i Snowdena. Elektronika rozwija się błyskawicznie. Jest duża konkurencja na rynku, co powoduje znaczne obniżenie cen "zabawek" służących m.in. do inwigilacji. Stają się one powszechnie dostępne.

Gdyby Donald Tusk - zdając sobie sprawę z powagi sytuacji - w poniedziałek (16.06.) podał się do dymisji, PO zapłaciłaby najmniejszą cenę za wywołany kryzys. Przez błyskawicznie spełnienie oczekiwań opozycji, wytrąciłby jej z ręki sztandarowy argument w krucjacie osłabiania koalicji. Byłby to dowód dojrzałości politycznej premiera, klasyczny skok do przodu. Co by się stało dalej? Dymisja premiera oznacza automatycznie dymisję rządu. Sejm wybiera nowego kandydata na premiera. Zostaje nim prawdopodobnie człowiek PO, bo ona ma większość. Prezydent natychmiast desygnuje przedstawionego kandydata na stanowisko premiera i powierza mu misję stworzenia rządu. Nowy premier proponuje skład Rady Ministrów (mogą to być nominalnie ci sami ludzie). Prezydent zaprzysięga nową Radę Ministrów, a ta zwraca się do Sejmu o wotum zaufania. Tu mogłyby być pewne problemy, gdyż do tego potrzeba bezwzględnej większości głosów, a koalicja takiej nie ma. Ale z deklaracji SLD i Twojego Ruchu wynika, że nie będą paktować z PiS-em, zatem wotum zaufania rząd by najprawdopodobniej uzyskał. Gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że po dymisji rządu, koalicja może się rozlecieć. W tej sytuacji pozostaje rozpisać przedterminowe wybory.

Niestety Donald Tusk postanowił iść w zaparte, najwyraźniej hołdując zasadzie "po mnie choćby potop". Przykre, tym bardziej, że zaczął walić na oślep, popełniając kardynalne błędy. Pozostawił na stanowisku ministra spraw wewnętrznych, powierzając mu ostatnią misję ujawnienia podsłuchujów (to taki najświeższy neologizm). Kuriozalne pociągnięcie. Jak może strona uwikłana w konfliktowe zdarzenie, brać udział w jego obiektywnym wyjaśnianiu, w roli innej niż świadka? Łamie to standardy elementarnej sprawiedliwości w demokracji. Osobiście żal mi Bartłomieja Sienkiewicza. Sam siebie nazywa trupem politycznym. A był, nawet w ocenie opozycji, jednym z najlepszych urzędników. Lojalny wobec szefa, dlatego ten wysłał go na sondażową rozmowę z prezesem NBP (bo przecież w to, że premier o spotkaniu nic nie wiedział nawet przedszkolak nie uwierzy).
Nastała feralna środa (18.06.) i wizyta prokuratorów pod ochroną  funkcjonariuszy ABW w redakcji "Wprost". Przepychanki, jakie miały tam miejsce zostały odnotowane nawet w zachodniej prasie. A wystarczyło wezwać do prokuratury przedstawiciela redakcji w towarzystwie adwokata. Wyjaśnić, że przejęcie przez prokuraturę materiałów, nie jest równoznaczne z zakazem ich publikacji, gdyż nie są one dowodem w sprawie. Uzgodnić termin przekazania, spisać notatkę i tyle. Tym bardziej, że tzw. "taśmy", to nie są autentyki, ponieważ ich treść została przekazana redakcji przez internet. Wszyscy posługują się zatem kopiami. Ja rozumiem, że rząd jest w skrajnej sytuacji, praktycznie sparaliżowany, ponieważ ministrowie nic innego nie robią, tylko szukają w pamięci kto z kim, kiedy i o czym rozmawiał. Cóż, mleko się wylało. Z nerwowych, emocjonalnych działań nic dobrego nie wyniknie.

Premier uważa 38 milionowy naród, którym przyszło mu rządzić za bandę idiotów. albo - jak to pieszczotliwie nazwał inny post-solidaruch - "ciemny lud". Próbuje brak profesjonalizmu podległych sobie służb i niefrasobliwość urzędników państwowych, przykryć energicznym śledztwem prowadzącym do wykrycia sprawców podsłuchów. A to są dwie różne sprawy. Oczywiście podsłuchiwać nie wolno, zarówno żony jak i ministra, ale w żaden sposób nie rozmyje to odpowiedzialności premiera za brak nadzoru i bajdurzenie wysokich urzędników - głównie członków rządu (nawet jeśliby o tym nie wiedział). Należy zobligować tygodnik "Wprost", aby jak najszybciej opublikował wszystko co posiada w tej sprawie. Ale ten rząd i tak spokoju nie zazna, bo kto da gwarancję, że ludzie stojący za podsłuchami, przekazali wszystko redakcji? Może zostawili sobie coś na "czarną godzinę" i w dowolnym czasie będą szantażowali urzędników.

Donald Tusk kiedyś w przypływie euforii powiedział, że nie ma nawet z kim przegrać. Arogancja została skarcona. Przegrał ze swoimi ludźmi.
Dobrze, że treść podsłuchanych rozmów zostanie upubliczniona, chociaż zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji i późniejszych konsekwencji. Patologi nie wolno nigdzie tolerować, a szczególnie na szczytach władzy. Żadne labidzenie klakierów PO typu: - "mniejsze zło"; "interes państwa"; etc., do mnie nie przemawia. Przepraszam bardzo - o interes państwa ma dbać przede wszystkim rząd. Został do tego przez suwerena powołany, a prezydenta zaprzysiężony. Dziennikarze spełnili swoją misję. Przedstawili materiał, który nie został zakwestionowany przez bohaterów nagrań, co jest najlepszym dowodem jego autentyczności. 

Nie wiem jak zakończy się "afera podsłuchowa", ale widzę, że premier stawia na jedność całej drużyny. Jeśli po raz kolejny zamiecie sprawę pod dywan, będzie to kardynalny błąd. Zauważam symptomy niezadowolenia i znużenia u części elektoratu do tej pory przychylnego partii rządzącej. Żyjący w samouwielbieniu dygnitarze PO jeszcze tego nie widzą. Ale jak "kula śniegowa" ruszy, to nie będzie ratunku. Sprowadzi formację na margines życia politycznego, podobnie jak SLD w 2005. A przecież afery z udziałem SLD to był pikuś w stosunku do tego co wyprawiają Tuskowcy.

Obchodziliśmy niedawno ćwierćwiecze polskiej transformacji. Nastąpiło wiele pozytywnych zmian. Są oczywiście i negatywy. Jednak zdecydowanie odnowa nie ima się szczytów władzy. PiS; PO; PSL; SLD, to od 25 lat ci sami ludzie, żonglujący tylko stanowiskami. "Hej, prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz, już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust…"* Historia zatoczyła koło...


     Fot. Stanisław Rozpędzik

 
18 czerwca nawiedził Kraków Jarosław Kaczyński, w związku z przypadającym w tym dniu jubileuszem Lecha Kaczyńskiego i swoim. On - "ojciec" Mariusza Kamińskiego; Ziobry; Kurskiego, pastwił się nad rządem, za nieuzasadnione użycie służb specjalnych. On - poplamiony krwią Barbary Blidy, krygował się na obrońcę wolności i demokracji. Czarna komedia - nieprawdaż? Jestem wściekły!

DONALDZIE TUSKU - wspaniały prezent urodzinowy zafundowałeś Jarosławowi Kaczyńskiemu. Lepszego nie mógł sobie wymarzyć!
 
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 * Bogdan Olewicz - fragment piosenki "Nie płacz Ewka".


Przedwyborcze straszenie wojną

Artykuł opublikowany 6.04.2014



Minister Spraw Zagranicznych RADOSŁAW SIKORSKI przedstawił w Sejmie informację o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2014 roku.

Zaczął filozoficznie, a nawet powiedziałbym poetycko: -

"To, co obserwujemy, to nie tylko koniec zimnej wojny czy pewnego odcinka historii, ale koniec historii jako takiej.” Słowa te, niesione falą optymizmu, wypowiedział dwadzieścia pięć lat temu amerykański politolog Francis Fukuyama. Nie był naiwny. Nie będę twierdził, że świat konflikty zbrojne ma za sobą. Obserwując dzieje Zachodu, zwracał jedynie uwagę na ewolucyjny charakter historii i triumf demokracji nad komunizmem. Na Wschodzie, niestety, demokracja nie wszędzie się jeszcze przyjęła, a historia – kapryśna, nieokiełznana, rwąca się z łańcucha rozsądku – trwa nadal. Jej trwanie potwierdzają konflikty na Kaukazie, zwłaszcza częściowe zajęcie Gruzji, niepewna sytuacja w mołdawskim Naddniestrzu oraz wciąż podejmowane próby destabilizacji Ukrainy, w tym aneksja Krymu.

A tak  exposé Sikorskiego skomentował na fejsbukowym profilu prof. dr Jerzy Kochan, antropolog kultury, filozof z Uniwersytetu Szczecińskiego (sądząc po słownictwie musiał być wystąpieniem maksymalnie zdegustowany): -

(...) w 1939 przemawiał Beck, teraz ten idiota Sikorski(...) na szczęście Polska ma założony kaftan bezpieczeństwa i bredzenie Sikorskiego o "idei jagiellońskiej" i kontynuacji Giedroycia jest tylko komiczne. Najśmieszniejsze, że półgłówek sądzi, iż jest strategiem i myślicielem (...) i że o czymś w wymiarze światowym decyduje. W rzeczywistości nagania politykę polską w ślepy zaułek w interesie USA. Bez względu na koszty jakie Polska poniesie. (...) i to nad Wisłą nazywa się patriotyzmem! Ten zwierzęcy antykomunizm pokazuje w sposób oczywisty swój antynarodowy, antypolski charakter.


JAROSŁAW KACZYŃSKI (spotkanie przedwyborcze na Warmii i Mazurach, promujące kandydatów PiS w wyborach do PE): -

Gdy będziemy mieli siły zbrojne na odpowiednim poziomie, będziemy mogli czuć się bezpiecznie i będzie to podnosiło naszą pozycję i prestiż na arenie międzynarodowej w każdej dziedzinie. (...) Musimy mieć takie wojsko, aby napad na Polskę oznaczał prawdziwą wojnę a nie jakieś tam interwencje.


Jaroslaw-Kaczynski.jpg
Fot. Sławomir Kamiński

DONALD TUSK: -

Te wybory europejskie być może są o tym, czy w Polsce dzieci 1 września w ogóle pójdą do szkoły. Te wybory są o tym, czy Europa - zintegrowana i zjednoczona, NATO świadome powagi sytuacji będą zdolne do realizacji tej fundamentalnej idei, jaka legła u podstaw i NATO, i UE, czyli solidarności w chwilach najcięższych.

Tusk.jpeg
Fot. Łukasz Szełemej


I jeszcze RADEK SIKORSKI  (w bogatym życiorysie politycznym członek obydwóch POPiS-owych "watah"): -

Byłbym usatysfakcjonowany i szczęśliwy, gdyby w Polsce znalazły się dwie ciężkie brygady armii amerykańskiej.


 Radek nieszczęśliwy.jpeg
Radek Sikorski - jeszcze nieszczęśliwy 
/Fot. AFP / Attila Kisbenedek/

Na szczęście Frank-Walter Steinmeier  szybko pokazał mu miejsce w szeregu. Szef niemieckiej dyplomacji zdecydowanie zdementował sugestie Sikorskiego dotyczące ewentualnego rozmieszczenia w Polsce  wojsk NATO. Steinmeier bez ogródek oświadczył, że stacjonowanie w Polsce oddziałów NATO jest sprzeczne z porozumieniami zawartymi z Rosją.

W podobnym - do ministra spraw zagranicznych - tonie wypowiedział się kilka dni później prezydent BRONISŁAW KOMOROWSKI. Jemu też do szczęścia brakuje tylko jankeskich brygad w Polsce.

 Nie wiem, czy WŁADIMIR PUTIN ma poczucie humoru. Całkiem możliwe, bo Rosjanie to dowcipny naród. Ergo nasze pobrzękiwanie szabelką skwituje uśmiechem, jeśli w ogóle o tym się dowie. Jednak nasi politycy, wychodząc przed szereg sojuszników z NATO i UE w swoich zapędach wojennych, muszą pamiętać podwórkową prawdę: - kto zaczepia silniejszego musi liczyć się z tym, że dostanie łomot, bo niekoniecznie większy brat ( big brother) będzie chciał interweniować, gdyż sam może zostać poobijany. Abstrahując od reakcji Rosji na nasze zaczepki, poważny koalicjant musi być nade wszystko lojalny wobec sojuszników! W wypowiedziach najważniejszych dostojników państwowych trudno tę cechę wyłowić.

 Radek poobijany.jpg
Radek po osiągnięciu pełni szczęścia

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI

 Skumbrie w tomacie

Raz do gazety "Słowo Niebieskie"
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
przyszedł maluśki staruszek z pieskiem.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

- Kto pan jest, mów pan, choć pod sekretem!
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
- Ja jestem król Władysław Łokietek.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Siedziałem - mówi - długo w tej grocie,
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
dłużej nie mogę... skumbrie w tomacie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Zaraza rośnie świątek i piątek.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Idę w Polskę robić porządek.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

NA to naczelny kichnął redaktor
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
i po namyśle powiada: - Jak to?
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Chce pan naprawić błędy systemu?
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Był tu już taki dziesięć lat temu.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Także szlachetny. Strzelał. Nie wyszło.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie_
Krew się polała, a potem wyschło.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

- Ach, co pan mówi? -jęknął Łokietek;
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
łzami w redakcji zalał serwetę.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

- Znaczy się, muszę wracać do groty,
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
czyli że pocierp, mój Władku złoty!
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie!
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Chcieliście Polski, no to ją macie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)

1936

wtorek, 20 marca 2018

BEATYFIKACJA TU - 154 M nr. 101

Artykuł opublikowany 22.04.2011

Grupa mieszkańców Gdańska wystąpiła z wnioskiem o otwarcie procesu beatyfikacyjnego Anny Walentynowicz. Ponieważ podobne roszczenia mogą zgłaszać rodacy z innych części kraju (bo niby dlaczego tylko A.W.?), postuluję rozpoczęcie ogólnonarodowych przygotowań do beatyfikacji śp. Samolotu TU-154M nr. 101 (nr. fabr. 90A837) ur. 14 kwietnia 1990r. *

 

Proponuję powierzyć stanowiska: -

- Postulator procesu - ANTONI "Śmigło" MACIEREWICZ (poseł - tak mi dopomóż Bóg)
- Advocatus Dei - JAROSŁAW KACZYŃSKI (premier - upadły)
- Advocatus Diaboli - WŁADYMIR PUTIN (premier)

Jeżeli chodzi o stwierdzenie heroiczności cnót, to najlepszym dowodem jest 20-letnia, bezawaryjna służba w dogorywającym lotnictwie wojskowym III RP.

Cud "za wstawiennictwem" to niewątpliwie zaangażowanie całego aparatu państwowego i partyjnego oraz dużej części społeczeństwa 38 milionowego kraju w środku Europy - w niekończące się kłótnie na temat przyczyn katastrofy. Dzięki temu Polska, która przed dwudziestu laty była jutrzenką zmian demokratycznych w Europie, stała się pośmiewiskiem dla cywilizowanego świata. Przez warcholstwo, zaprzaństwo, bigoterię i dewocję klasy politycznej.

Spersonifikowanie TU-154..., umożliwi zbiorczą beatyfikację. Zaletą takiego zabiegu będzie ogromna ilość relikwii po błogosławionym, uzyskanych z przetworzenia złomu na medaliki. Wystarczy dla wszystkich chętnych i jeszcze zostanie na eksport.
I w końcu zapanuje zgoda narodowa, albowiem 93% Polaków to katolicy!

                                Doczesne szczątki TU-154M nr.101


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

* Jestem jak najdalszy od kalania pamięci ofiar katastrofy.  Łączę się w żalu z ludźmi, których osobiście dotknęła ta bezprecedensowa tragedia. Jeżeli kogoś uraziłem to przepraszam. Zapewniam, że obrażanie kogokolwiek nie jest moją intencją.

Uważam się za racjonalistę poszukującego prawdy obiektywnej. Trudno mi zatem milcząco przyjmować kretyńskie teorie klakierów z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego, którzy na polecenie wodza (lub z własnej inicjatywy) budują fantastyczne scenariusze domniemanego zamachu.
Zachowanie części rodzin poszkodowanych, jak i wyznawców "religii smoleńskiej" upoważnia mnie do żartobliwej reakcji.

Wyśmianie (satyra) jest bardzo dobrą formą walki z ewidentną głupotą. To taka pacyfistyczna metoda, znacznie lepsza od targania się za łby. Często stosuję tę formę wyrazu. Wywołuje bezsilność krytykowanych, bo nawet pozwanie do sądu prześmiewcy jest ryzykowne. Grozi całkowitą utratą powagi.

niedziela, 18 marca 2018

LISTA RYSZARDA C.

Artykuł opublikowany 31.10.2010

Zabójstwo Marka Rosiaka - pracownika biura poselskiego Janusza
Wojciechowskiego, wywołało niesłychaną reakcję polskich elit politycznych.
Otóż opublikowanie przez prasę listy nazwisk polityków z różnych partii,
którymi miał się interesować morderca Ryszard C., spowodowało swoistą
licytację pomiędzy posłami. To niewiarygodne dla normalnego człowieka,
ale obecność na liście została przez tych ludzi odebrana jako nobilitacja.
Degeneracja polskiej klasy politycznej sięgnęła dna. Każdy pretekst jest dobry,
aby zaistnieć w mediach. Pomijam fakt, że lista - a właściwie listy (bo jest ich
kilka) - powstały z przecieków do prasy. Trudno bowiem przypuszczać, że
prokuratura po kilku dniach od zdarzenia, opublikowała oficjalnie spis nazwisk.
Wszelkie granice przyzwoitości przekroczył Stefan Niesiołowski. Po pięciu dniach
od wydarzenia przypomniał sobie, że Ryszard C. był również u niego w biurze.

    Następna rzecz to zamykanie biur poselskich i przydzielanie ochrony. Nie
twierdzę, że sprawę należy bagatelizować. Niech ją wyjaśnia na spokojnie Policja,
ABW, BOR. Ale na pierwszy rzut oka widać, że jest to indywidualna akcja
sfrustrowanego szaleńca. Bez udziału osób trzecich. Oczywiście PiS, Radio Maryja,
Gazeta Polska będą doszukiwały się spisku, ale to już jest normalne działanie tych
niepoważnych ośrodków. Myślę, że trzeba odnotować w pamięci nazwiska posłów

(Kaczyński, Macierewicz, Ziobro, Kurski, Niesiołowski, Miller, Napieralski i inni),
którzy z powodu urojonego strachu a naprawdę z chęci podkreślenia swojej
pozycji w Sejmie, uchylali się od spotkań z wyborcami. Na arkuszu do głosowania
w następnych wyborach parlamentarnych, przy tych nazwiskach należy zostawić
wolne pole. Niech ci Panowie  odpoczną sobie i przemyślą własną megalomanię.

    Ostatnia sprawa to język debaty publicznej. Uproszczeniem a nawet nadużyciem
 jest stwierdzenie, że powodem zabójstwa były kłótnie na szczytach władzy. Jest
to nielogiczne. Każda istota myśląca abstrakcyjnie ma w sobie zakodowany arsenał
zachowań moralnych, które nie pozwalają jej zabijać. Jednakowoż awantury te mają
niewątpliwy wpływ na stopień agresji w kontaktach międzyludzkich. Z  wywiadów
przeprowadzonych przez media ze znajomymi Ryszarda C. wynika, że był to spokojny
i dobrze sytuowany człowiek. Będąc emerytem  często odwiedzał kasyna, ale
traktował to jako rozrywkę.  Nieuzależniony ani od hazardu, ani od alkoholu.
Obstawiał najniższe stawki i kontrolował wysokość straty (jeżeli przegrał w danym
dniu 100 zł. to odchodził). Nieprawdą jest, że nie lubił w ogóle polityków. Inne
partie były mu obojętne. Nienawidził PiS-u i J. Kaczyńskiego. To była jego obsesja.
Oczywistą oczywistością jest fakt, że zarzewiem większości konfliktów w Polsce
jest PiS, czyli Jarosław Kaczyński. Bo PiS to Wódz - reszta to ministranci i klakierzy.
Od lat jątrzy i antagonizuje społeczeństwo. "Haki", teczki, dekomunizacja, deubekizacja, ciągłe podziały ludzi na dobrych i złych, patriotów i zdrajców. Wszystko
według wyimaginowanych przez Wodza kryteriów. Dowiedziałem się, że jako
ateista nie mogę być patriotą, ponieważ - cytuję Wodza - "niekatolik nie może być
dobrym patriotą". A swoją drogą - kierując się logiką semantyczną - z myśli
sformułowanej przez J. Kaczyńskiego wynika, że mogę być co najwyżej "złym
patriotą". To jest coś nowego - oczekuję definicji. Paranoiczne zachowania Prezesa
nasiliły się po przegranych wyborach prezydenckich. Obecnie - po zabójstwie
w Łodzi - w retoryce Wodza wyraźnie pobrzmiewa XIX-wieczny mesjanizm.
"Marek Rosiak zginął za mnie" - rzecze Wódz! Należy to tłumaczyć następująco: -
oto Rosiak - Chrystus, oddał życie za mnie - Kaczyńskiego - Boga! Doszło już do tego,
że sposób prowadzenia polityki przez prezesa PiS wymaga ciągle świeżej krwi.
Wówczas słupki poparcia chwilowo rosną. Swoją drogą durne jest to polskie
społeczeństwo, łapiąc się na takie prostackie chwyty. Dlatego też - chociaż jestem
od zawsze pacyfistą - apeluję do Rodaków, którzy jeszcze potrafią racjonalnie
myśleć:

    ZABIJMY  JAROSŁAWA  KACZYŃSKIEGO  ORAZ CZŁONKÓW  I  SYMPATYKÓW
    PRAWA  I  SPRAWIEDLIWOŚCI  -  ŚMIECHEM!!!

Będzie to z jednej strony ekspiacja za grzech niefrasobliwości i zaniechania podczas
bezkrytycznego głosowania na tych ludzi w poprzednich wyborach, z drugiej
forma zbiorowego, ogólnonarodowego katharsis z zaściankowości, ciemnoty,
dewocji, populizmu a nawet nieraz bezprawia uprawianego przez Wodza i jego
partię.  A po trzecie śmiech to zdrowie!

SYNDROM POPiS-u

Artykuł opublikowany 7.02.2018


Coraz więcej publicystów dochodzi do wniosku, że aby uzdrowić relacje społeczne między Polakami nie wystarczy odsunąć od władzy PiS. Należy przekonywać wyborców o konieczności zmarginalizowania POPiS-u - nadpartii żyjącej w mutualizmie! Ja tę prawdę lansuję od momentu, gdy prominentni członkowie gabinetu Tuska - w prywatnych rozmowach - dali pokaz arogancji, hipokryzji i cynizmu, czyli od roku 2014. To, że PiS mogło w sposób bezprecedensowy zdemolować mechanizmy charakteryzujące demokratyczne państwa prawa jest zasługą liberałów. Jarosławowi Kaczyńskiemu podczas rządów 2005-07 nawet przez myśl nie przeszło, że kiedyś w demokratycznej Polsce należącej do UE, będzie można Trybunał Konstytucyjny; sądownictwo; media, etc. sprowadzić do roli narzędzia służącego interesom jednej partii. Przez dwie kadencje destrukcja państwa postępowała przy znacznym współudziale Platformy. Tyle, że proces ten następował w sposób kroczący, a więc słabo zauważalny. PO dbała o interesy klasy wyższej i częściowo średniej (menadżerów) oraz funkcjonariuszy Kościoła kat., czyli w sumie o ok. 20% społeczeństwa. Kompletnie nie interesował ich drugi biegun - rozszerzające się enklawy ubóstwa (5-12%), ponieważ wykluczeni zazwyczaj nie głosują. Tych pośrodku, wiążących jeszcze "koniec z końcem" (30%), jak i tych żyjących w niedostatku (40%) karmiono bezczelną propagandą: - musicie głosować na nas, bo chociaż jesteśmy do niczego to i tak stanowimy "mniejsze zło" na tle PiS-u. A w kuluarach sejmowych dygnitarze powtarzali buńczuczną frazę: - "nie mamy nawet z kim przegrać!". No to po 8 latach dostali odpowiedź!

Naczelnym zadaniem kolejnych rządów w państwie demokratycznym jest zapewnienie jego ciągłości. Nie wolno deprecjonować dokonań poprzednich pokoleń. Władza ma się zajmować teraźniejszością i przyszłością - przeszłość pozostawiając historykom. IPN powołany przez AWS (popłuczyny po I "Solidarności"), z której wykluł się później POPiS, od początku służył doraźnej walce politycznej.

Wojnę polsko-polską będzie można próbować zakończyć po spełnieniu warunków koniecznych: -

• rozwiązać IPN
• renegocjować, a następnie zerwać konkordat
• zlikwidować Senat
• przywrócić w Kodeksie pracy sprawiedliwą równowagę pomiędzy prawami i obowiązkami pracowników i pracodawców
• opodatkować usługi kościelne
• wprowadzić kilkustopniowy podatek progresywny
• sukcesywnie podwyższać kwotę wolną od podatku
• znowelizować ustawę "500+" tak, aby pomoc od państwa otrzymywały      wszystkie dzieci z ograniczeniem wyznaczonym przez ustalony limit dochodu na członka rodziny
• podwyższyć wiek emerytalny do 67 lat

Oczywiście to są zadania na lata, bo trzeba naprawić demolkę, która trwała lata. Mogą tego dokonać tylko ludzie spoza dzisiejszego parlamentu. Opozycja parlamentarna nie istnieje. PO będzie w przyszłym sejmie prawdopodobnie planktonem politycznym z jednocyfrowym poparciem. Jeśli uda im się połknąć .Nowoczesną, to w porywach mogą liczyć na kilkanaście procent. Prawica w Polsce osiągnęła już swoje apogeum. Liberalno-konserwatywna wcześniej, a populistyczna właśnie teraz. PiS poparcia większego od 40% nie uzyska. Wódz i jego pretorianie - w przyspieszonym kursie - osiągnęli poziom pychy, pogardy i arogancji poprzedników. Zatem należy wypatrywać symptomów upadku. Nie wiem jak ten proces rozłoży się w czasie, ale mam cichą nadzieję (popartą racjonalnymi przesłankami), że Zjednoczona Prawica w dzisiejszym kształcie nie uzyska mandatu do samodzielnego rządzenia w najbliższych wyborach parlamentarnych. Ergo odwrót ku lepszemu!

Naturalną koleją losu przyszłe lata to będzie czas odrodzenia lewicy. Mamy Ruch Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza; partię Razem; Inicjatywę Polską; Zielonych; OPZZ. SLD zdradziło swoich wyborców, ale i tam jest wielu oddanych społeczników. Trzeba tylko pozbyć się dinozaurów ze stajni Leszka Millera i będzie git.

Apeluję do wyborców nie dotkniętych syndromem POPiS-u - wzmóżcie swoją aktywność. Szukajcie programów partii spoza głównego nurtu postsolidarnościowej  prawicy. Wymaga to wysiłku, albowiem telewizje o zasięgu ogólnopolskim są niestety tubą propagandową beneficjentów zatęchłego od kilkunastu lat układu. Młodzi - nie pozwólcie wciskać sobie kitu. Pytajcie rodziców, dziadków jak to się w tym PRL-u żyło. To prawda, że Polska nie była suwerenna (zresztą teraz też nie jest). Swobody obywatelskie były ograniczone. Mnie najbardziej przeszkadzała cenzura publikacji i widowisk. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że dotyczyło to sfery publicznej o szerokim zasięgu. W pracy; szkole; sklepie; etc., krytykowaliśmy głośno "naszą partię", Związek Radziecki, poszczególnych przywódców i ówczesna władza nikogo za to na Sybir nie zsyłała. Określanie dziejów Polski Ludowej pasmem terroru władz wobec społeczeństwa - bez wyraźnego wyodrębnienia czasów stalinowskich - jest bezczelnym łgarstwem! Retorykę taką lansują politycy posolidarnościowego chowu, cierpiący na brak styropianu w życiorysie. Urodzeni w latach 70 i 80 XX wieku próbują na siłę wmanewrować się w martyrologię, której nie doznali.





JERZY DOMAŃSKI


Łachudry do czarnej dziury


Nie odpuszczajcie. Nie pozwólcie, by bezrozumne łachudry łamały wasze prawa i pluły na życiorysy. Milcząc i nie reagując na kretyńskie opisy PRL, rozzuchwalacie fałszerzy waszego życia. Hasają bezkarnie i opluwają was za wasze pieniądze. Z państwowego budżetu czerpią, ile tylko zechcą, IPN, media publiczne i prywatne powiązane interesami z partią władzy oraz setki przybudówek, które rozmnożyły się jak nigdy wcześniej. Wiele struktur, masa etatów, tysiące imprez, a wszystkie w identycznym tonie. Tak jakby partyturę napisał im jeden kompozytor. Prymitywny, znający tylko kilka nut, ale dobrze wiedzący, czego oczekuje najważniejszy dyrygent.

Od 13 lat rządzące partie czerpią z dorobku PRL pełnymi garściami. A jednocześnie trzymają w tych łapach bejsbole i okładają nimi wszystko, co było przez 44 lata. Jak wyglądała Warszawa w 1945 r.? Gdy w sierpniu 1944 r. umierająca stolica czekała na wojska radzieckie, to na co czekano? Na nowe zniewolenie? Czy na wyzwolenie? Czy Kraków uratowany przez te wojska od zniszczenia padł ofiarą zniewolenia? Jak określić naród, który daje sobie narzucić tak załgany opis tamtych czasów? Ci, którzy pamiętają, jak było, odchodzą już z tego świata. I najczęściej machają ręką na te brednie. Bo nie widzą sojuszników do wojowania z fałszerzami. Ale ci sponiewierani ludzie nie mogą zostać bez wsparcia. Muszą usłyszeć i zobaczyć, że nie ma zgody na łamanie praw milionów Polaków. Kłamcy i fałszerze historii mają przecież nazwiska. A kariery polityczne zrobili dzięki wyborcom, wśród których byli też ci oszukani przez politykę historyczną PO i PiS.
Najwyższa pora, by ocenić własne wybory. I zobaczyć, co politycy zrobili z historią Polski. Ilu wśród nich jest głosicieli tezy o PRL jako czarnej dziurze? Ilu takich jak Tusk, który kłamał w sprawie Gdańska, albo Bielecki, który kłamał w sprawie strat wojennych? A już w PiS jest takich cała armia.
Jeśli pokolenia, które odbudowały Warszawę i setki innych miast, zagospodarowały ziemie zachodnie i północne, nie chcą być dalej biernymi ofiarami wojny domowej, jaką z nimi toczą PiS i PO, muszą zrobić pierwszy krok ku zmianie.
Ani jednego głosu na polityków czy partie, które kłamią w sprawie PRL. Niech szukają wyborców u siebie.
Dość poniewierania i kłamstw. W tym roku zaczyna się seria wyborów. Miliony ofiar polityki IPN i bezrozumnej prawicy mogą wysłać te partie i te struktury do czarnej dziury. Tej dziury, którą prawicowcy tak pokochali.