Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Donald Tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Donald Tusk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 września 2019

MAŁGORZATA KIDAWA-BŁOŃSKA - surrealistyczna kandydatka na premiera



Gdyby w maju, po klęsce autorskiego tworu pt. Koalicja Europejska, Schetyna podał się do dymisji (co jest standardem w zachodnich demokracjach), może miałoby to jakiś sens. Niestety, trzy kolejne miesiące zostały zmarnowane na - hucznie zapowiadaną - budowę Koalicji Obywatelskiej. Czym się zakończy ta pierestrojka opozycji przewidziałem już podczas tworzenia poprzedniczki (KE).

Na początku września, kiedy to przewodniczący PO doznał iluminacji ("nie wiem, jak mogliśmy na to wcześniej nie wpaść"), Małgorzatę Kidawę-Błońską kojarzyło 20-25% wyborców. W ciągu pięciu tygodni nie da się przekonać i zapisać w głowach szerokiego elektoratu koncyliacyjnych przymiotów kandydatki, jeśli nawet ma ona znamienitych przodków i do tego bliźniaczy awatar z Sofią Loren!




Rzut oka na afisz. "Blisko ludzi"... hmm. Jeden miesiąc na 12 lat funkcjonowania Platformy Obywatelskiej na szczytach władzy, a później w opozycji. Proporcja nie powala!... Niektórzy (bo pamięć suwerena jest krótka) mają jeszcze w głowach kretyńską metaforę Tuska o "ciepłej wodzie w kranie" i wtórujący mu bezrefleksyjny niby-dowcip: - „jak ktoś ma wizję, to powinien iść do lekarza” - specjalisty od gaf i nietaktów Komorowskiego, wówczas występującego w roli prezydenta wszystkich (sic!) Polaków. Panowie uważali, że jak społeczeństwo ma dostęp do podstawowych zdobyczy cywilizacyjnych, które na Zachodzie były nowinkami 100 lat wcześniej, a dodatkowo wolność słowa i parę innych (oprócz spędzania poczęcin), to powinno dozgonnie hołubić władzę. Pracować pilnie na "śmieciówkach" bez ochrony - zdemolowanego przez lobby ustawodawcze - kodeksu pracy. Dzieci karmić zupą szczawiową i poić kompotem z mirabelek. Żyć ascetycznie - wszak nasza ojczyzna jest ciurkiem na dorobku. Głosować, jak przywódca plemienia rozkaże. Nie interesować się szemranym przepływem kapitału pomiędzy władzą, oligarchią i hierarchią kościelną. Bo to nie jest zajęcie dla motłochu. Pogarda dla szarego człowieka spoza sitwy sięgnęła zenitu.

Małgorzata Kidawa-Błońska oczywiście premierem nie zostanie z prostego powodu - PiS uzyska w wyborach samodzielną większość. Niestety... Ale gdyby jakimś dziwnym wygibasem losu przyszło obecnej opozycji tworzyć koalicję rządową pod wodzą pani Małgosi, to - po zakończeniu misji - dołączyłaby ona do pocztu swoich niesławnych poprzedniczek, albowiem nie posiada wystarczających kwalifikacji do sprawowania tego urzędu. 

Grzegorz Schetyna czuje nieuchronnie nadchodzącą śmierć polityczną. Na gwałt
szuka alibi, aby rozmyć odpowiedzialność. Właśnie znalazł "kozła ofiarnego".

piątek, 2 sierpnia 2019

O STANDARDACH

OBRAZEK I

Opowiem z pamięci historię, która wydarzyła się kilkanaście, a może dwadzieścia kilka lat temu - czas pędzi... 

W Austrii był urzędnik państwowy w randze wiceministra. Miał on zięcia, a zięć brata-biznesmena. Biznesmen podpisał kontrakt z pewną agendą rządową na dostawę bodajże nośników pamięci i nie wywiązał się z umowy, defraudując ok. 100 tys. (nie pamiętam: jeszcze szylingów, czy już euro) budżetowych pieniędzy. Podaję kwotę, aby uzmysłowić czytelnikowi, że nie był to przekręt stulecia, nawet jeśli w grę wchodziło euro. 
Co zrobił wiceminister? Chociaż oszukana agenda nie leżała w obszarze jego mocy decyzyjnych, natychmiast po nagłośnieniu afery w mediach podał się do dymisji. 

Jestem wyczulony na uczciwość i przejrzystość osobistą osób wypełniających misje publiczne, ale myślę, że wiceminister wykazał się w tym przypadku ponadstandardową nadwrażliwością. Widocznie jednak uznał, że dymisja przetnie ewentualne spekulacje, które mogłyby zaszkodzić wizerunkowi ministerstwa.


 OBRAZEK II

Ta sama Austria.
W  wyborach parlamentarnych w 2017 zwyciężyła Austriacka Partia Ludowa (ÖVP). Formacja ta weszła w koalicję z narodowo-konserwatywną Wolnościową Partią Austrii (FPÖ). W wyniku rozmów doszło do porozumienia i powołano federalny rząd Republiki Austrii. Na jego czele stanął lider Austriackiej Partii Ludowej 33-letni Sebastian Kurz. Stanowisko wicekanclerza objął przewodniczący Wolnościowej Partii Austrii  Heinz-Christian Strache.

17 maja 2019 dziennik „Süddeutsche Zeitung” i tygodnik „Der Spiegel” opublikowały pochodzące z lipca 2017 nagrania ze spotkania lidera FPÖ m.in. z kobietą podającą się za krewną wpływowego rosyjskiego oligarchy. W jego trakcie Heinz-Christian Strache miał oferować jej pomoc w uzyskaniu państwowych kontraktów w zamian za wsparcie jego partii przez austriacki tabloid, w który kobieta miała zainwestować.  18 maja kanclerz Sebastian Kurz wykluczył możliwość dalszej współpracy z wicekanclerzem i zapowiedział jego odejście z rządu. Tego samego dnia Heinz-Christian Strache złożył dymisję ze stanowisk rządowych oraz z funkcji przewodniczącego Wolnościowej Partii Austrii. Jednocześnie kanclerz Sebastian Kurz  zwrócił się do prezydenta kraju Alexandra Van der Bellena o rozpisanie przedterminowych wyborów. Prezydent wyraził na to zgodę i zdecydował, że odbędą się one na początku września.


OBRAZEK III

 Polska - 14 czerwca 2014, po publikacji w tygodniku „Wprost” stenogramów z nielegalnie podsłuchanych rozmów polityków, światło dzienne ujrzała afera podsłuchowa. Pisałem o tym na bieżąco w tekstach z 15 i 19 czerwca 2014: -

https://januszdomagala.blogspot.com/2018/03/donald-tusk-end.html

https://januszdomagala.blogspot.com/2018/03/donald-tusk-end-cd.html


Przypomnę pokrótce chronologię wydarzeń.

14 czerwca to była sobota. Na stronie internetowej „Wprost” zostały ujawnione fragmenty rozmów Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką oraz Sławomira Nowaka z Andrzejem Parafianowiczem. Abstrahując od treści, nagrania pokazują gigantyczną ignorancję polityków i służb specjalnych podległych premierowi.

W mediach i internecie zawrzało. Nastąpiła konsternacja nawet wśród gorących zwolenników PO i odezwały się pierwsze głosy o konieczności dokonania dymisji w celu ratowania wizerunku partii rządzącej. Premier Donald Tusk był niedostępny - zadekował się w Sopocie. Złapany przez dziennikarzy Sienkiewicz stwierdził łamiącym się głosem: - "jestem trupem politycznym". Po kilku godzinach z URM wyszedł komunikat, że konferencja prasowa z udziałem premiera odbędzie się w poniedziałek 16 czerwca.

Briefing Donalda Tuska zaskoczył mnie arogancją, ignorancją i brakiem zdolności przewidywania wydarzeń, które w związku z tym mogą nastąpić w przyszłości.
Wystąpienie trwało kilkanaście minut. Po kilku ubolewających frazach i krótkiej ocenie treści rozmów w kontekście ewentualnego złamania prawa, premier przeszedł do ataku na organizatorów nielegalnych podsłuchów. Na koniec stwierdził, że nikogo nie zdymisjonuje, ponieważ byłoby to działanie pod dyktando przestępców, którzy chcą zdestabilizować polskie państwo.

Za tydzień "Wprost" serwuje następną porcję podsłuchów. Tym razem bajdurzą POPiS-owski minister (u "pisiorów" w MON; u "platfusów" w MSZ) Radek Sikorski z wicepremierem Jackiem Rostowskim. Sikorski wygłasza frazę: -

"Polsko-amerykański sojusz to jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza fałszywe poczucie bezpieczeństwa. (...) Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy."

Święta prawda! Od początku transformacji ustrojowej mam dokładnie takie samo zdanie. Tyle, że leży ono na antypodach oficjalnej polityki zagranicznej wszystkich rządów po 1989. Ergo - społeczeństwo polskie świadomie i z premedytacją było i jest oszukiwane przez władzę... I co? - I nic! 


     Standard charakteryzujący polskiego polityka - ostentacyjna pobożność!
                                         Rys. Tomasz Wiater



OBRAZEK IV

Marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński, latał z rodziną rządowym samolotem do miejsca zamieszkania i z powrotem. Przewoził ślubną z progeniturą "za frico" 6 razy; 23 razy... albo jeszcze więcej. Nie wiadomo, bo Kancelaria Sejmu podległa marszałkowi najpierw szła w zaparte, a teraz utrudnia dostęp do dokumentów. Kłamie i mataczy. Pomimo tego, że afera "Kuchciński travel" wałkowana jest w mediach już ponad tydzień, partia stoi murem za swoim - pożal się Boże - dygnitarzem. "Członek" wpłacił jakieś nędzne pieniądze na cele charytatywne w ramach zadośćuczynienia, więc PiSowcy i ich media  starają się stworzyć wrażenie, że sprawa została załatwiona. Uważam jednak, że Kaczyński w najbliższym czasie zmusi Kuchcińskiego do dymisji. Afera jest poważna, a wybory za dwa miesiące. 

Czy jeśli dojdzie do ustąpienia, bądź odwołania marszałka będzie to oznaczać zmianę standardów w polskiej polityce? Absolutnie nie! Prezes wykaże co najwyżej lepszy od Tuska instynkt samozachowawczy. Poświęci swego druha na ołtarzu wizerunku partii. Suweren to "kupi" i PiS będzie nadał o dwie długości przed Platformą.







poniedziałek, 26 marca 2018

PO na równi pochyłej

Artykuł opublikowany 14.06.2015


Po raz kolejny w ostatnim miesiącu mam wątpliwą satysfakcję powiedzieć - "a nie mówiłem?":
http://januszdomagala.bloog.pl/id,341535600,title,DONALD-TUSK-THE-END-cd,index.html

Oczywiście chodzi o "aferę podsłuchową" bądź jak kto woli "taśmową", która dokładnie rok temu wstrząsnęła całą Polską z wyjątkiem środowiska PO.
Komu się nie chce otworzyć powyższego linka, to przytoczę fragment:


(...) Premier uważa 38 milionowy naród, którym przyszło mu rządzić za bandę idiotów. albo - jak to pieszczotliwie nazwał inny post-solidaruch - "ciemny lud". Próbuje brak profesjonalizmu podległych sobie służb i niefrasobliwość urzędników państwowych, przykryć energicznym śledztwem prowadzącym do wykrycia sprawców podsłuchów. A to są dwie różne sprawy. Oczywiście podsłuchiwać nie wolno, zarówno żony jak i ministra, ale w żaden sposób nie rozmyje to odpowiedzialności premiera za brak nadzoru i bajdurzenie wysokich urzędników - głównie członków rządu (nawet jeśliby o tym nie wiedział). Należy zobligować tygodnik "Wprost", aby jak najszybciej opublikował wszystko co posiada w tej sprawie. Ale ten rząd i tak spokoju nie zazna, bo kto da gwarancję, że ludzie stojący za podsłuchami, przekazali wszystko redakcji? Może zostawili sobie coś na "czarną godzinę" i w dowolnym czasie będą szantażowali urzędników. (...)

Nie wiem jak zakończy się "afera podsłuchowa", ale widzę, że premier stawia na jedność całej drużyny. Jeśli po raz kolejny zamiecie sprawę pod dywan, będzie to kardynalny błąd. Zauważam symptomy niezadowolenia i znużenia u części elektoratu do tej pory przychylnego partii rządzącej. Żyjący w samouwielbieniu dygnitarze PO jeszcze tego nie widzą. Ale jak "kula śniegowa" ruszy, to nie będzie ratunku. Sprowadzi formację na margines życia politycznego, podobnie jak SLD w 2005. A przecież afery z udziałem SLD to był pikuś w stosunku do tego co wyprawiają Tuskowcy. (...)


Uważałem, że najlepiej dla wizerunku PO byłoby, aby Donald Tusk podał się do dymisji. Wówczas nie wiedziałem, że ubiega się on o stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, bo skrzętnie ten fakt ukrywał. Nie sądzę jednak by rezygnacja ze stanowiska premiera zaszkodziła mu w Brukseli. Wręcz przeciwnie.  Przecież osobiście nie był "umoczony" w podsłuchy. W Europie Zachodniej to norma, że szef rządu ponosi odpowiedzialność za działania członków swojego gabinetu. Ale nie w Polsce. Premier obiecał energiczne śledztwo w celu wykrycia sprawców i ich mocodawców, a skompromitowanym nagraniami członkom rządu nadał status... pokrzywdzonych! PSL ustami Janusza Piechocińskiego wyznaczył termin wyjaśnienia sprawy do 20 sierpnia, pod groźbą zerwania koalicji... i wszyscy rozjechali się na zasłużone wakacje. Oczywiście nic nie zostało wyjaśnione, a błogostan trwał do przegranych wyborów prezydenckich przez Bronisława Komorowskiego.Kuglarstwo platformerskich pijarowców mające na celu rozmycie, a wręcz zrzucenie odpowiedzialności z podsłuchanych prominentów PO dobrze ilustruje poniższa scenka znaleziona w sieci: - 



  
Wraca mąż do domu i zastaje w nim zapłakaną żonę, która pakuje w pośpiechu walizki.
- Co robisz?! – pyta.
- Odchodzę! Zdradziłeś mnie! – odpowiada żona i rzuca w niego plikiem zdjęć, na   których widać jak uprawia on seks z kochanką. Mąż ze spokojem przegląda zdjęcia PO   czym zwraca się do żony:
- Kochanie, uspokój się! Wszystko się ułoży! Musimy tylko wyjaśnić kto te zdjęcia zrobił i dlaczego chce zniszczyć nasze małżeństwo.


Rozumiem, że wywołanie poważnego kryzysu w państwie przez gang kelnerów pod wezwaniem Egona Olsena, z pomocą urządzenia do podsłuchiwania niewiernych współmałżonków (dostępnego w internecie za kilkaset złotych), kompromituje władzę. Zatem jakżeż byłoby pięknie, gdyby za podsłuchami stały służby specjalne. Najlepiej ruskie. Jest jednak coś takiego jak zdrowy rozsądek. Polityka państwa nieraz szkodzi biznesowi. Tak jest na całym świecie. Zaangażowanie się rządu polskiego w sprawy wewnętrzne Ukrainy (nadgorliwe nawet wg UE), wywołało restrykcje. Mogło to być przyczyną zemsty rodzimych firm handlujących ze Wschodem. Ale dla Rosji udział polskich kontrahentów w jej bilansie handlowym ma wymiar śladowy.  "Znaj proporcją mocium panie". Zaangażowanie rosyjskich służb specjalnych w "aferę podsłuchową", jest mniej więcej tak samo prawdopodobne, jak dokonanie domniemanego zamachu na Lecha Kaczyńskiego.


Myślę, że teraz już za późno na obcinanie głów. Lawina ruszyła. Za arogancję, ignorancję, nepotyzm, populizm, serwilizm zasiedziałych degeneratów z wierchuszki PO przyjdzie zapłacić całej partii, a pośrednio społeczeństwu. Ale takiej gigantycznej nieprawości nie wolno tolerować w nieskończoność!

DONALDZIE TUSKU - twoja misja w krajowej polityce dobiegła końca. Rób karierę międzynarodową, bo w Polsce będziesz mógł tylko pisać książki i bawić wnuki.




Andrzej Bober na fejsbukowym profilu napisał:

Od samego rana wszystkie telewizje i radiostacje prześcigają się w typowaniu następców zwolnionych. Na tej giełdzie padają dziesiątki nazwisk, które już nic nie znaczą i znaczyć nie będą. Ta ciuciubabka na Titanicu interesuje już tylko jego pasażerów, bo statek po prostu tonie. Nawet poseł Kłopotek też coś wymamrotał w tym sensie…


niedziela, 25 marca 2018

DONALD TUSK - THE END cd...

Artykuł opublikowany 19.06.2014



W niedzielę 15 czerwca w tekście:


"DONALD TUSK - THE END" z dn. 15.06.2014. 

 http://januszdomagala.blogspot.com/2018/03/donald-tusk-end.html

 wyraziłem opinię o funkcjonowaniu rządu Donalda Tuska, na podstawie zajawek mającego się dopiero ukazać we "Wprost" artykułu "Afera podsłuchowa". Rzeczony artykuł przeczytałem, ale - po tym co się wydarzyło w środę (18.06.) w redakcji "Wprost" - nie za bardzo chce mi się komentować, bowiem sprawa nabrała nadzwyczajnej dynamiki i w tej sytuacji treść materiałów podsłuchowych schodzi na plan dalszy. Ale skoro powiedziałem "a", to muszę chociaż w paru zdaniach, odnieść się do relacji z "Wprost".
Artykuł zawiera spisane z podsłuchu rozmowy dwóch tercetów polityków, które odbyły się w różnych terminach. Pierwsze spotkanie miało miejsce w lipcu 2013 i brali w nim udział: Belka; Cytrycki; Sienkiewicz. Drugie w lutym 2014 w składzie: Nowak; Parafianowicz; Zawadka.
Zacznę od końca, bo sprawa Nowaka wydaje się prosta. Dotyczy  zablokowania kontroli skarbowej w firmie żony Nowaka. Klasyczne kumoterstwo i prywata. Zwrócę tylko uwagę, że na poniedziałkowej konferencji prasowej prowadzonej w konwencji "Polacy nic się nie stało" (od razu widać duszę kibica u prowadzącego), premier Tusk zaznaczał, iż działo się to po dymisji obydwóch ministrów. To prawda, tyle, że jak twierdzi Parafianowicz, system w UKS "już bardzo dawno" wykrył nieprawidłowości w zeznaniach podatkowych Moniki Nowak i on to zablokował. Nic dziwnego, skoro gabinet stomatologiczny od lat wykazywał "potężne straty". No chyba, że urocza pani Monika specjalizuje się w wyrywaniu zgniłków na "kasę chorych".
Rozmowa pomiędzy prezesem NBP i szefem MSW jest wielowątkowa, ale koncentruje się na dwóch tematach:
- nowelizacji ustawy o NBP, która wzmocni pozycję prezesa wobec Rady Polityki Pieniężnej
- dymisji ministra Jacka Vincenta Rostowskiego.
Rzeczywiście odniosłem wrażenie, że jest to rozmowa ludzi zatroskanych o sprawy kraju. Nie padają tam żadne informacje, które wystawiałyby na szwank bezpieczeństwo państwa, czy też łamały Konstytucję RP. Nie oznacza to jednak, że nic się nie stało. Otóż nagrania pokazują gigantyczną ignorancję polityków i służb specjalnych podległych premierowi. Jakąż mamy pewność, że inny tandem ze sfer rządowych - będąc przekonanym, że rozmawia w cztery oczy - nie ujawnił niechcący dostępnej mu tajemnicy państwowej lub służbowej.

Polski establishment kompletnie nie ma respektu dla współczesnych technologii informatycznych. Ludzie ci są przeświadczeni, że podsłuchy to nadal technika kosmiczna, dostępna tylko służbom rządowym. Nie robią na nich wrażenia komunikaty o włamaniach hakerów na strony Pentagonu i.t.p.. Nie wyciągają wniosków z afer WikiLeaks i Snowdena. Elektronika rozwija się błyskawicznie. Jest duża konkurencja na rynku, co powoduje znaczne obniżenie cen "zabawek" służących m.in. do inwigilacji. Stają się one powszechnie dostępne.

Gdyby Donald Tusk - zdając sobie sprawę z powagi sytuacji - w poniedziałek (16.06.) podał się do dymisji, PO zapłaciłaby najmniejszą cenę za wywołany kryzys. Przez błyskawicznie spełnienie oczekiwań opozycji, wytrąciłby jej z ręki sztandarowy argument w krucjacie osłabiania koalicji. Byłby to dowód dojrzałości politycznej premiera, klasyczny skok do przodu. Co by się stało dalej? Dymisja premiera oznacza automatycznie dymisję rządu. Sejm wybiera nowego kandydata na premiera. Zostaje nim prawdopodobnie człowiek PO, bo ona ma większość. Prezydent natychmiast desygnuje przedstawionego kandydata na stanowisko premiera i powierza mu misję stworzenia rządu. Nowy premier proponuje skład Rady Ministrów (mogą to być nominalnie ci sami ludzie). Prezydent zaprzysięga nową Radę Ministrów, a ta zwraca się do Sejmu o wotum zaufania. Tu mogłyby być pewne problemy, gdyż do tego potrzeba bezwzględnej większości głosów, a koalicja takiej nie ma. Ale z deklaracji SLD i Twojego Ruchu wynika, że nie będą paktować z PiS-em, zatem wotum zaufania rząd by najprawdopodobniej uzyskał. Gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że po dymisji rządu, koalicja może się rozlecieć. W tej sytuacji pozostaje rozpisać przedterminowe wybory.

Niestety Donald Tusk postanowił iść w zaparte, najwyraźniej hołdując zasadzie "po mnie choćby potop". Przykre, tym bardziej, że zaczął walić na oślep, popełniając kardynalne błędy. Pozostawił na stanowisku ministra spraw wewnętrznych, powierzając mu ostatnią misję ujawnienia podsłuchujów (to taki najświeższy neologizm). Kuriozalne pociągnięcie. Jak może strona uwikłana w konfliktowe zdarzenie, brać udział w jego obiektywnym wyjaśnianiu, w roli innej niż świadka? Łamie to standardy elementarnej sprawiedliwości w demokracji. Osobiście żal mi Bartłomieja Sienkiewicza. Sam siebie nazywa trupem politycznym. A był, nawet w ocenie opozycji, jednym z najlepszych urzędników. Lojalny wobec szefa, dlatego ten wysłał go na sondażową rozmowę z prezesem NBP (bo przecież w to, że premier o spotkaniu nic nie wiedział nawet przedszkolak nie uwierzy).
Nastała feralna środa (18.06.) i wizyta prokuratorów pod ochroną  funkcjonariuszy ABW w redakcji "Wprost". Przepychanki, jakie miały tam miejsce zostały odnotowane nawet w zachodniej prasie. A wystarczyło wezwać do prokuratury przedstawiciela redakcji w towarzystwie adwokata. Wyjaśnić, że przejęcie przez prokuraturę materiałów, nie jest równoznaczne z zakazem ich publikacji, gdyż nie są one dowodem w sprawie. Uzgodnić termin przekazania, spisać notatkę i tyle. Tym bardziej, że tzw. "taśmy", to nie są autentyki, ponieważ ich treść została przekazana redakcji przez internet. Wszyscy posługują się zatem kopiami. Ja rozumiem, że rząd jest w skrajnej sytuacji, praktycznie sparaliżowany, ponieważ ministrowie nic innego nie robią, tylko szukają w pamięci kto z kim, kiedy i o czym rozmawiał. Cóż, mleko się wylało. Z nerwowych, emocjonalnych działań nic dobrego nie wyniknie.

Premier uważa 38 milionowy naród, którym przyszło mu rządzić za bandę idiotów. albo - jak to pieszczotliwie nazwał inny post-solidaruch - "ciemny lud". Próbuje brak profesjonalizmu podległych sobie służb i niefrasobliwość urzędników państwowych, przykryć energicznym śledztwem prowadzącym do wykrycia sprawców podsłuchów. A to są dwie różne sprawy. Oczywiście podsłuchiwać nie wolno, zarówno żony jak i ministra, ale w żaden sposób nie rozmyje to odpowiedzialności premiera za brak nadzoru i bajdurzenie wysokich urzędników - głównie członków rządu (nawet jeśliby o tym nie wiedział). Należy zobligować tygodnik "Wprost", aby jak najszybciej opublikował wszystko co posiada w tej sprawie. Ale ten rząd i tak spokoju nie zazna, bo kto da gwarancję, że ludzie stojący za podsłuchami, przekazali wszystko redakcji? Może zostawili sobie coś na "czarną godzinę" i w dowolnym czasie będą szantażowali urzędników.

Donald Tusk kiedyś w przypływie euforii powiedział, że nie ma nawet z kim przegrać. Arogancja została skarcona. Przegrał ze swoimi ludźmi.
Dobrze, że treść podsłuchanych rozmów zostanie upubliczniona, chociaż zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji i późniejszych konsekwencji. Patologi nie wolno nigdzie tolerować, a szczególnie na szczytach władzy. Żadne labidzenie klakierów PO typu: - "mniejsze zło"; "interes państwa"; etc., do mnie nie przemawia. Przepraszam bardzo - o interes państwa ma dbać przede wszystkim rząd. Został do tego przez suwerena powołany, a prezydenta zaprzysiężony. Dziennikarze spełnili swoją misję. Przedstawili materiał, który nie został zakwestionowany przez bohaterów nagrań, co jest najlepszym dowodem jego autentyczności. 

Nie wiem jak zakończy się "afera podsłuchowa", ale widzę, że premier stawia na jedność całej drużyny. Jeśli po raz kolejny zamiecie sprawę pod dywan, będzie to kardynalny błąd. Zauważam symptomy niezadowolenia i znużenia u części elektoratu do tej pory przychylnego partii rządzącej. Żyjący w samouwielbieniu dygnitarze PO jeszcze tego nie widzą. Ale jak "kula śniegowa" ruszy, to nie będzie ratunku. Sprowadzi formację na margines życia politycznego, podobnie jak SLD w 2005. A przecież afery z udziałem SLD to był pikuś w stosunku do tego co wyprawiają Tuskowcy.

Obchodziliśmy niedawno ćwierćwiecze polskiej transformacji. Nastąpiło wiele pozytywnych zmian. Są oczywiście i negatywy. Jednak zdecydowanie odnowa nie ima się szczytów władzy. PiS; PO; PSL; SLD, to od 25 lat ci sami ludzie, żonglujący tylko stanowiskami. "Hej, prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz, już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust…"* Historia zatoczyła koło...


     Fot. Stanisław Rozpędzik

 
18 czerwca nawiedził Kraków Jarosław Kaczyński, w związku z przypadającym w tym dniu jubileuszem Lecha Kaczyńskiego i swoim. On - "ojciec" Mariusza Kamińskiego; Ziobry; Kurskiego, pastwił się nad rządem, za nieuzasadnione użycie służb specjalnych. On - poplamiony krwią Barbary Blidy, krygował się na obrońcę wolności i demokracji. Czarna komedia - nieprawdaż? Jestem wściekły!

DONALDZIE TUSKU - wspaniały prezent urodzinowy zafundowałeś Jarosławowi Kaczyńskiemu. Lepszego nie mógł sobie wymarzyć!
 
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 * Bogdan Olewicz - fragment piosenki "Nie płacz Ewka".


Przedwyborcze straszenie wojną

Artykuł opublikowany 6.04.2014



Minister Spraw Zagranicznych RADOSŁAW SIKORSKI przedstawił w Sejmie informację o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2014 roku.

Zaczął filozoficznie, a nawet powiedziałbym poetycko: -

"To, co obserwujemy, to nie tylko koniec zimnej wojny czy pewnego odcinka historii, ale koniec historii jako takiej.” Słowa te, niesione falą optymizmu, wypowiedział dwadzieścia pięć lat temu amerykański politolog Francis Fukuyama. Nie był naiwny. Nie będę twierdził, że świat konflikty zbrojne ma za sobą. Obserwując dzieje Zachodu, zwracał jedynie uwagę na ewolucyjny charakter historii i triumf demokracji nad komunizmem. Na Wschodzie, niestety, demokracja nie wszędzie się jeszcze przyjęła, a historia – kapryśna, nieokiełznana, rwąca się z łańcucha rozsądku – trwa nadal. Jej trwanie potwierdzają konflikty na Kaukazie, zwłaszcza częściowe zajęcie Gruzji, niepewna sytuacja w mołdawskim Naddniestrzu oraz wciąż podejmowane próby destabilizacji Ukrainy, w tym aneksja Krymu.

A tak  exposé Sikorskiego skomentował na fejsbukowym profilu prof. dr Jerzy Kochan, antropolog kultury, filozof z Uniwersytetu Szczecińskiego (sądząc po słownictwie musiał być wystąpieniem maksymalnie zdegustowany): -

(...) w 1939 przemawiał Beck, teraz ten idiota Sikorski(...) na szczęście Polska ma założony kaftan bezpieczeństwa i bredzenie Sikorskiego o "idei jagiellońskiej" i kontynuacji Giedroycia jest tylko komiczne. Najśmieszniejsze, że półgłówek sądzi, iż jest strategiem i myślicielem (...) i że o czymś w wymiarze światowym decyduje. W rzeczywistości nagania politykę polską w ślepy zaułek w interesie USA. Bez względu na koszty jakie Polska poniesie. (...) i to nad Wisłą nazywa się patriotyzmem! Ten zwierzęcy antykomunizm pokazuje w sposób oczywisty swój antynarodowy, antypolski charakter.


JAROSŁAW KACZYŃSKI (spotkanie przedwyborcze na Warmii i Mazurach, promujące kandydatów PiS w wyborach do PE): -

Gdy będziemy mieli siły zbrojne na odpowiednim poziomie, będziemy mogli czuć się bezpiecznie i będzie to podnosiło naszą pozycję i prestiż na arenie międzynarodowej w każdej dziedzinie. (...) Musimy mieć takie wojsko, aby napad na Polskę oznaczał prawdziwą wojnę a nie jakieś tam interwencje.


Jaroslaw-Kaczynski.jpg
Fot. Sławomir Kamiński

DONALD TUSK: -

Te wybory europejskie być może są o tym, czy w Polsce dzieci 1 września w ogóle pójdą do szkoły. Te wybory są o tym, czy Europa - zintegrowana i zjednoczona, NATO świadome powagi sytuacji będą zdolne do realizacji tej fundamentalnej idei, jaka legła u podstaw i NATO, i UE, czyli solidarności w chwilach najcięższych.

Tusk.jpeg
Fot. Łukasz Szełemej


I jeszcze RADEK SIKORSKI  (w bogatym życiorysie politycznym członek obydwóch POPiS-owych "watah"): -

Byłbym usatysfakcjonowany i szczęśliwy, gdyby w Polsce znalazły się dwie ciężkie brygady armii amerykańskiej.


 Radek nieszczęśliwy.jpeg
Radek Sikorski - jeszcze nieszczęśliwy 
/Fot. AFP / Attila Kisbenedek/

Na szczęście Frank-Walter Steinmeier  szybko pokazał mu miejsce w szeregu. Szef niemieckiej dyplomacji zdecydowanie zdementował sugestie Sikorskiego dotyczące ewentualnego rozmieszczenia w Polsce  wojsk NATO. Steinmeier bez ogródek oświadczył, że stacjonowanie w Polsce oddziałów NATO jest sprzeczne z porozumieniami zawartymi z Rosją.

W podobnym - do ministra spraw zagranicznych - tonie wypowiedział się kilka dni później prezydent BRONISŁAW KOMOROWSKI. Jemu też do szczęścia brakuje tylko jankeskich brygad w Polsce.

 Nie wiem, czy WŁADIMIR PUTIN ma poczucie humoru. Całkiem możliwe, bo Rosjanie to dowcipny naród. Ergo nasze pobrzękiwanie szabelką skwituje uśmiechem, jeśli w ogóle o tym się dowie. Jednak nasi politycy, wychodząc przed szereg sojuszników z NATO i UE w swoich zapędach wojennych, muszą pamiętać podwórkową prawdę: - kto zaczepia silniejszego musi liczyć się z tym, że dostanie łomot, bo niekoniecznie większy brat ( big brother) będzie chciał interweniować, gdyż sam może zostać poobijany. Abstrahując od reakcji Rosji na nasze zaczepki, poważny koalicjant musi być nade wszystko lojalny wobec sojuszników! W wypowiedziach najważniejszych dostojników państwowych trudno tę cechę wyłowić.

 Radek poobijany.jpg
Radek po osiągnięciu pełni szczęścia

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI

 Skumbrie w tomacie

Raz do gazety "Słowo Niebieskie"
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
przyszedł maluśki staruszek z pieskiem.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

- Kto pan jest, mów pan, choć pod sekretem!
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
- Ja jestem król Władysław Łokietek.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Siedziałem - mówi - długo w tej grocie,
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
dłużej nie mogę... skumbrie w tomacie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Zaraza rośnie świątek i piątek.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Idę w Polskę robić porządek.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

NA to naczelny kichnął redaktor
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
i po namyśle powiada: - Jak to?
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Chce pan naprawić błędy systemu?
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Był tu już taki dziesięć lat temu.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Także szlachetny. Strzelał. Nie wyszło.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie_
Krew się polała, a potem wyschło.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

- Ach, co pan mówi? -jęknął Łokietek;
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
łzami w redakcji zalał serwetę.
(skumbrie w tomacie pstrąg)

- Znaczy się, muszę wracać do groty,
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
czyli że pocierp, mój Władku złoty!
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie!
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Chcieliście Polski, no to ją macie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)

1936

sobota, 24 marca 2018

ZMAGANIA MINISTRY MUCHY ZE SPORTEM

Artykuł opublikowano 29.05.2012





Kiedy ministra Joanna Mucha po objęciu stanowiska co i raz dawała dowody swego dyletantyzmu w dziedzinie sportu, nie robiłem z tego problemu. W końcu szef resortu powinien być przede wszystkim dobrym gospodarzem i tu wykształcenie pani Joanny (dr ekonomii) dawało nadzieję, że sprosta powierzonym zadaniom. Jednak im dalej, tym gorzej. Ostatnie pomysły ministry są w swoim infantylizmie kompromitujące. Trzeba być dziecięco naiwnym aby sądzić, że Prawo i Sprawiedliwość zatraci zdolność miesiączkowania. Bo jak tu zapłodnić umysł prezesa Jarosława, gdy jego ćakry dawno już zostały zalane tępą nienawiścią. Z drugiej strony trudno wymagać od Rosjan aby zrezygnowali z hotelu, który wiele miesięcy wcześniej zarezerwowali. Jest to chyba logistycznie niemożliwe, a poza tym - niby z jakiej racji mają ustępować spienionym oszołomom?

W tym miejscu muszę powiedzieć dwa słowa o drugim gabinecie premiera Donalda Tuska. Personalnie jest on słabszy od pierwszego. Zadziałało chyba prawo Greshama - Kopernika, które mówi o wypieraniu pieniądza lepszego przez gorszy. Jest to co prawda formuła ekonomiczna, ale od lat stosuję ją w innych dziedzinach życia i dobrze mi się sprawdza. Przeanalizuję zmiany w dwóch resortach.

Ministra sprawiedliwości - Krzysztofa Kwiatkowskiego prawnika i zdolnego polityka, którego chwaliła nawet merytoryczna opozycja, zastąpił konfesyjny Jarosław Gowin. Filozof z bożej łaski - oko i ucho kardynała Dziwisza. Prace nad ustawami o in vitro i inne, dotyczące bioetyki zostaną zahamowane lub storpedowane ze względów doktrynalnych.
Ministra sportu i turystyki - bezpartyjnego Adama Giersza, człowieka przez całe życie związanego ze sportem, zastąpiła gwiazda korytarzy sejmowych Joanna Mucha. Rozumiem premiera Tuska. Ja też lubię pracować z pięknymi kobietami. Ale na Boga dlaczego "rzucił" ją "na" resort sportu, kilka miesięcy przed najważniejszą i największą imprezą sportową w dziejach Polski? Znacznie bardziej roztropny był "wczesny" Pawlak, który w 1993r. - za urodę - nagrodził synekurą rzecznika prasowego rządu "misskę" - Ewę Wachowicz. Trzeba było iść w tym kierunku. Przy dzisiejszej kondycji moralnej polskiej klasy politycznej (od lewa do prawa), rzecznik prasowy jest zbędny, ponieważ po posiedzeniach rządu (ew. komisji sejmowych) wszystkie informacje - łącznie z tymi "ściśle tajnymi specjalnego przeznaczenia" - przeciekają natychmiast do mediów. A więc stanowisko to jest czysto dekoracyjne, w sam raz dla osoby, która koniecznie musi zostać ministrem. Premier Donald Tusk powinien zdecydowanie ograniczyć kontakt ministry Muchy z mediami, szczególnie w kwestiach wykraczających poza właściwości MSiT (mam na myśli miejsce zakwaterowania ekip przyjezdnych oraz trasy pochodów i ubiór kibiców).

Chcę powiedzieć, że nie jestem przeciwnikiem Joanny Muchy. Przeciwnie - uważam ją za jedną z najlepiej wykształconych członków ekipy PO. Zwracam tylko uwagę, że rządzenia nie można uczyć się na ministerialnym stanowisku. Trzeba jednak "zaliczyć" ogniwa pośrednie. Jestem pewny, że za dwa, trzy lata Joanna Mucha zdobędzie kwalifikacje do zajmowania najwyższych urzędów państwowych. Wpadki zdarzają się zawsze bo to ludzka rzecz (vide casus B. Obamy), ale należy je minimalizować - tego wymaga powaga państwa!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Jestem piękna!!!
- Prawda. Ale to warunek niekonieczny i niewystarczający do objęcia teki ministerialnej...


  
             Fot. Iwona Burdzanowska